"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 21 października 2019 r.
Imieniny obchodzą: Urszuli, Celiny, Hilarego
 
Procedury, głupcze!
   Około dwóch lat temu moja dobra znajoma poznała mnie ze swoim mężem o imieniu Jonathan. To był Amerykanin z Atlanty i jak na prawdziwego Amerykanina przystało był on człowiekiem sympatycznym, otwartym oraz życzliwym z tym ich charakterystycznym, zębicznym uśmieszkiem przylepionym do ust, aczkolwiek w jego przypadku myślę, że nawet szczerym.
Również jak na prawdziwego Amerykanina przystało, miał on raczej blade pojęcie o świecie istniejącym poza USA, pomimo, że nie był wcale głupi i mógł się nawet poszczycić solidnym wykształceniem.
Nasze zapoznanie odbyło się latem, w domu tej mojej dobrej znajomej. Typowe towarzyskie spotkanie, gadki o wszystkim i niczym, kawa, ciastka i wiśniowy likierek, a w tle migotał włączony telewizor z wyciszoną fonią, ale z obrazem Jarosława Kaczyńskiego przemawiającego podczas kolejnej miesięcznicy smoleńskiej.
   W tym momencie, ku mojemu, a nawet mojej znajomej zdumieniu, Jonathan pomimo wyłączonej fonii, nie wspominając o barierze językowej (po polsku umiał tylko: „tak”, „nie”, „dzienkujem” oraz „k***a”), zainteresował się tym, co ogląda w telewizji, a co jeszcze dziwniejsze, od razu domyślił się, że chodzi o Smolensk air crash, czym już całkowicie mnie zaszokował.
O dziwo coś, aczkolwiek niewiele na temat tej katastrofy już wiedział, gdyż ogólnie interesował się taką tematyką, a ponieważ, jak już wspomniałem, nie był głupi, za to był otwarty, to chciał wiedzieć jeszcze więcej. Zaczęliśmy więc dyskutować, otworzyłem przed nim laptopa i zacząłem go edukować przy pomocy zdjęć, wykresów, raportów itd.
   Po około 25 minutach owego specyficznego wykładu, Jonathan spojrzał na mnie wielkimi oczami i stwierdził, że ja z pewnością sobie z niego żartuję, że takie coś nie mogło się przydarzyć najważniejszej osobie w Państwie. Następnie z autentycznym przerażeniem w głosie stwierdził, że gdyby ktoś wysłał Prezydenta USA w podróż pasażerskim samolotem na lotnisko wyglądające jak pole kapusty, z wieżą kontroli wyglądającą, jak publiczny szalet w podłej dzielnicy i do tego jeszcze, gdyby lądowanie odbyło się w takich, a nie innych warunkach, to zrobiłaby się afera na całą Amerykę, gdyż zaszłoby podejrzenie próby zamachu na Głowę Państwa.
Stwierdziłem wówczas, że na nic zda się wtajemniczanie go w niuanse zarówno polskiej polityki, jak i polskiej mentalności oraz zestawianie ich z amerykańską, bo on i tak nic z tego nie pojmie, natomiast pamiętam, iż w czasie naszej dyskusji kilkukrotnie użył on znamiennego słowa: PROCEDURY. Tego słowa, które jest kluczem niemal każdego działania w sferze publicznej za tzw. Wielką Wodą, a które u nas od zawsze prawie nic nie znaczyło.
Przez te ponad dwa lata zdążyłem już zapomnieć i o Jonathanie, i o tamtym słowie, gdy oto nagle niedzielnego wieczoru, dnia 13 stycznia, przypomniało mi się ono, a wręcz rozwierciło mózg!
   Tak. Znowu o nim zapomnieliśmy, a może i - pisząc brutalniej - zwyczajnie je olaliśmy, gdy pewien podstarzały hippis uznał, że nie zgłosi imprezy z wielką sceną, muzyką, światłami i dziesiątkami ludzi na owej scenie oraz tysiącami pod nią, jako imprezy masowej. Przecież wszyscy go lubią, a wręcz kochają, nikt się nie odważy zrobić czegoś złego, bo to święto przyjaźni, światełko do nieba, siema i rock'n'roll, no to na cholerę nam jakieś tam procedury bezpieczeństwa, prawda?
W charakterze ochrony zdezorientowane, przypadkowe dzieciaki w żółtych za dużych kurtkach, osłupiałe, zupełnie nieprzeszkolone, a po samym, wiadomym zdarzeniu - co oczywiste - skrajnie przerażone.
W pierwszym momencie całkowity brak reakcji, a później niewyobrażalny chaos aż w końcu szok i niedowierzanie. Pozorne bądź rzeczywiste, beztroskie podejście do życia, z jakiego znany jest podstarzały hippis już nie raz doprowadziło do dramatów podczas organizowanego przez niego festiwalu, tym razem jednak dramat dosięgnął człowieka z establishmentu i mleko się rozlało.
Widok Stefana W., czyli chorego psychicznie mordercy, paradującego z uniesionymi rękami, trzymającego desantowy nóż, którym dopiero co trzykrotnie, śmiertelnie ugodził Pawła Adamowicza, był niejako swoistym epitafium dla całej tej idiotycznej idei, spiętej równie idiotycznym hasłem: „Róbta co chceta!”.
   O samym prezydencie Gdańska wiem niewiele. Pamiętam, że miał jakieś problemy z prawem i chyba nawet jakieś zarzuty prokuratorskie, za które Platforma Obywatelska poprosiła go grzecznie, acz stanowczo, żeby opuścił jej kryształowo czyste szeregi.
Pamiętam także, iż w wyborach samorządowych Platforma wystawiła przeciwko niemu młodego Wałęsę, który atakował go w sposób prymitywny i chamski, zresztą niezwykle charakterystyczny dla tej familii. W niczym nie przeszkadza to oczywiście, aby teraz ta sama Platforma robiła z prezydenta Adamowicza ofiarę języka nienawiści oraz atmosfery zaszczucia roztoczonej wokół niego... przez PiS.
No cóż, o Himalajach hipokryzji cechującej polityków nie tylko z tego ugrupowania można by napisać kilka opasłych tomów, tylko po co?
   Dużo tych tragedii w dopiero co rozpoczętym roku, stanowczo za dużo. Zginął w zamachu prezydent Gdańska, a nieco wcześniej horror w Koszalinie i cała Polska pogrążyła się w żałobie po śmierci pięciu 15-latek, uwięzionych w pułapce podczas urodzinowej zabawy w escape roomie.
Obie te tragedie miały, rzecz jasna zupełnie inny charakter, przebieg i spowodowane były przez diametralnie różne czynniki, ale jedna, koszmarna rzecz je ze sobą łączy. Beztroska wiara w to, że jakoś to będzie i nasza chyba wrodzona, narodowa niechęć do wszelkich procedur, przepisów, regulacji itd.
Świr z nożem nie miał prawa znaleźć się na scenie, a nastolatki musiały mieć możliwość drogi ewakuacyjnej. Ale nie miały. Gdybym to wszystko opowiedział Jonathanowi, to znów zrobiłby wielkie oczy i pomyślał, że z niego żartuję. Ale, to nie żart.
Marian Rajewski
fot. you tube


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.