"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 22 kwietnia 2019 r.
Imieniny obchodzą: Kaja, Leon, Łukasz
 
Kolej na muzykę: „Oddychać i kochać” – Skaldowie (2010)
Skaldowie, to zespół wymykający się standardom. Działa ponad pół wieku, ma w dorobku ponad czterysta utworów, nagrał blisko dwadzieścia płyt studyjnych, a licząc z archiwaliami wydawnictwa Kameleon, niemal dwa razy więcej. Dorobił się wielu niezapomnianych przebojów, które nuciła cała Polska.
Już od chwili powstania jego członkowie chcieli tworzyć muzykę niebanalną, która łączyłaby elementy rocka, improwizacji jazzowej oraz muzyki klasycznej i ludowej. Bracia Zielińscy pisali zarówno wpadające w ucho przeboje, jak i rozbudowane kompozycje, zaliczane do nurtu rocka progresywnego. Nie ustępowali na tym polu światowym gwiazdom.
Na początku lat siedemdziesiątych, gdy za żelazną kurtyną ambitniejsi twórcy nagrywali rozbudowane suity, Skaldowie wydali niezwykle barwną i ciekawą płytę „Krywań, Krywań” (1972), będącą jednym z najważniejszych albumów polskiego rocka, która śmiało mogła konkurować z osiągnięciami zachodnich gwiazd. Nic dziwnego, w 1969 roku, w czasie apogeum ruchu hipisowskiego zespół odbył dwumiesięczną trasę koncertową po USA, która zaowocowała nie tylko doświadczeniami, ale i przywiezionymi przez Andrzeja Zielińskiego organami Hammonda. Choć dziś trudno ustalić kto był pierwszy, to w tamtym czasie w kraju posiadali je tylko nieliczni, m.in. Czesław Niemen, Wojciech Karolak i Krzysztof Sadowski.
Skaldowie wprawdzie bacznie obserwowali polską scenę, jednak nieco na przekór postanowili grać repertuar wykraczający poza popularne trzy gitary i perkusję. Inspirację klasyką i ludowością również potraktowali po swojemu. Jednym z wyróżników ich stylu było współbrzmienie dwóch głosów - Andrzeja i Jacka Zielińskich, które tworzyły jedną barwę.
Większość utworów komponował Andrzej, starszy z braci, grający na instrumentach klawiszowych. Jacek, mający silny i wyrazisty głos głownie śpiewał, grał też na skrzypcach i trąbce. Obaj rozbudowywali instrumentarium oraz dbali o ciekawe aranże. Podobnie wielką wagę przykładali do tekstów, sięgając do twórczości najlepszych polskich autorów, jak choćby Leszek Aleksander Moczulski, Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski i wielu innych. Wybierali repertuar z głębszym przesłaniem, czasem wręcz filozoficzny, który do dziś jest aktualny. Nic więc dziwnego, że od początku swą twórczość kierowali raczej do nieco bardziej wyrobionej muzyczne publiczności. Szersza popularność przyszła z czasem, gdyż jak się okazało świat muzyczny również poszedł w tym kierunku.
„Oddychać i kochać”, to ostatni jak dotąd studyjny album zespołu, zawierający premierowy materiał. Chodzą prawdzie słuchy, że już niebawem możemy doczekać się kolejnego, lecz nim to nastąpi warto poświęcić mu kilka chwil.
Tu ciekawostka – cały materiał muzyczny jest autorstwa Jacka Zielińskiego, który tym razem całkowicie zastąpił na tym polu swego brata dowodząc, że umiejętność tworzenia ciekawych kompozycji również nie jest mu obca. Teksty wszystkich utworów (poza jednym wyjątkiem) wyszły spod pióra nieżyjącego już krakowskiego poety Leszka Aleksandra Moczulskiego, związanego z zespołem od wielu lat.
Nie jest to może płyta rewolucyjna, bowiem nie zaskakuje i nie burzy konwencji. Dla miłośników Skaldów jest jak powrót do rodzinnego domu. Przynosi muzykę raczej stonowaną, nieco balladową (choć nie pozbawioną mocniejszych fragmentów), która doskonale ilustruje refleksyjne teksty. Odnajdziemy tu wszystkie elementy typowe dla twórczości zespołu. Jest szczypta klasyki i folkloru góralskiego, jest Hammond Andrzeja i skrzypce Jacka, nie brak też akcentów syntezatorowych.
Trudno wprawdzie wyróżnić na krążku jeden utwór kandydujący do miana przeboju, jednak chyba nie o to tu chodziło. Zresztą, jak czas pokazuje, zespół ma już w dorobku podobne albumy, które z powodzeniem wytrzymały próbę czasu.
Szkoda, że w składzie zabrakło Jana Budziaszka etatowego perkusisty Skaldów, jednak była to absencja chwilowa. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie mógł wziąć udział w dalszych nagraniach, gdyż jego sposób gry od lat pozostaje ważną częścią muzycznego wizerunku Skaldów.
Osiemnasty album w dyskografii zespołu zawiera piosenki, które powstały w latach 1998-2009. Wszystkie traktują o różnych odcieniach miłości, zwłaszcza tej bardziej dojrzałej. Łączy je nie tylko osoba kompozytora oraz Leszka Aleksandra Moczulskiego, tak bardzo krakowskiego autora tekstów, który potrafił dostrzec i nazwać różne jej odcienie.
Wbrew pozorom to niełatwy temat. Prawdziwa miłość, ta która ma szansę przetrwać na przekór wszelkim zawirowaniom jest wymagająca, potrzebuje czasu i zaangażowania. Trzeba o nią walczyć, bo łatwo ją stracić, a jak mówi Jacek Zieliński - powinna wzrastać i pięknieć. Gdy spoglądam na jego rodzinę, to myślę, że wie co mówi.
Krzysztof Wieczorek


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.