"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Czwartek, 26 listopada 2020 r.
Imieniny obchodzą: Konrad, Leonard, Sylwester
 
Dworcowe opowieści… - Awantura wokół dworca Włoszczowa Północ
   Włoszczowa to małe powiatowe miasteczko w Świętokrzyskiem. Pełno tu śladów grodzisk i średniowiecznych murów.
Prawa miejskie Włoszczowa uzyskała w 1539 roku. Miasteczko szczególnie boleśnie przeżyło przemiany 1989 – 1993 roku. Duże zakłady pracy padały jak muchy. Miasteczko dogorywało. Był to istny pomnik sukcesu metody reformatorskiej Leszka Balcerowicza.
   Później, już w latach dwutysięcznych, swój dramat przeżywał także dworzec we Włoszczowej. Wyremontowany, odnowiony, jak to się modnie dziś powiada zrewitalizowany - stał nieczynny.
Co się stało? Jak wyjaśniał Marek Bułtowicz z biura prasowego PKP nie było chętnych do sprzedawania biletów. - W marcu 2010 r. najemca odpowiedzialny za sprzedaż biletów zrezygnował z prowadzenia działalności na dworcu we Włoszczowie. Od tego czasu dworzec jest nieczynny – prawił Bułtowicz.
I wyjaśniał: - W 2013 r. prowadzone były rozmowy w sprawie przekazania na rzecz Gminy Włoszczowa. Jednak Rada Miejska nie wyraziła zgody na przejęcie nieruchomości. W przyszłości planujemy ponowienie propozycji przekazania nieruchomości na rzecz jednostki samorządu terytorialnego...
Ot, takie kolejowe bla, bla, bla, znane dobrze czytelnikom „Wolnej Drogi”. Najpierw PKP remontuje dworzec, a potem nie ma kto tego dworca obsługiwać i wykorzystywać. Dla obytych z problematyką kolejową, to żadna nowina.
   Ale we Włoszczowej jest jeszcze stacja Włoszczowa Północ. Ależ wokół tej stacji wybuchła afera. Otóż pomysłodawcą udostępnienia tej stacji ludziom i ruchowi pasażerskiemu był zmarły tragicznie w katastrofie smoleńskiej poseł i minister Przemysław Gosiewski z PiS. No, najgorsze to oczywiście to, że był z PiS.
Dziennikarze służalczy PO rzucili się na pomysłodawcę. Prywata! Kampania wyborcza za publiczne pieniądze! Skandal! We Włoszczowej zatrzymywać się będzie ekspres? Kto to przeżyje?
Gosiewski, chłopak twardy i konsekwentny, doprowadził jednak do tego, że w 2006 roku Włoszczowa Północ została udostępniona pasażerom.
I nagle okazała się sukcesem. Nawet platformerska „Gazeta Wyborcza” przyznawała w 2012 roku: - Stacja kolejowa Włoszczowa Północ cieszy się takim powodzeniem wśród pasażerów, że PKP planują uruchomienie drugiego przystanku na trasie Warszawa - Kraków, tym razem w Opocznie...
Kto by pomyślał, prawda? A przecież nic się nie da zrobić...
   A było tak. Uruchomiona stacja Włoszczowa Północ zrazu zaczęła skromnie. Przyjmowała tylko dwa pociągi. A pasażerów było malutko. W kolejnych latach pociągów było coraz więcej. Dziś jest ich już 22. I pasażerów nie liczy się już w setkach, tak jak w 2006 roku, ale w tysiącach, a kto wie, czy już niebawem nie będzie się liczyło w dziesiątkach tysięcy.
A tyle było śmichów, chichów z inicjatywy Gosiewskiego i samorządu tego jedenastotysięcznego miasteczka, które mimo całej medialnej nagonki, ataków PO, radośnie świętowało w 2006 roku zatrzymanie się po raz pierwszy od trzydziestu lat ekspresu Warszawa – Kraków właśnie na stacji Włoszczowa Północ.
Politycy PO nie dość, że wówczas nie pomogli, to jeszcze popędzili do prokuratury i dawaj, jak donosiły ówczesne media: - ...Rzecznik kieleckiej prokuratury okręgowej, Sławomir Mielniczuk, poinformował, że przesłuchanie wicepremiera Gosiewskiego w sprawie budowy peronu odbędzie się w piątek w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Kielecka prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie finansowania tej inwestycji, na wniosek posłów PO...
   Politycy PO, którzy już niebawem mieli objąć władzę i stworzyć rząd „Nic nie mogę!” imputowali Gosiewskiemu, że ponosi winę za to, że remont peronu kosztował 3,5 mln zł. Okazało się, że remont kosztował 905 tys. zł, a więc trzykrotnie mniej niż to sobie wydumali politycy PO. Ale co napsuli krwi, to na psuli.
Już w 2010 roku PLK twierdziło, że inwestycja się zwróciła. I to był sukces Przemysława Gosiewskiego.
   Przed zbliżającymi się wyborami do parlamentu myślę, że warto pamiętać o takich zmaganiach polityków PiS z tymi z rządu „Nic nie mogę!”
Robert Ratz
fot. TVN24.pl


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.