"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Wtorek, 22 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tomasz, Maurycy
 
Prosto z półki
Andrea Camilleri
„Z chłopa król”
Wydawnictwo Literackie 2014

Urodzony w Palermo na Sycylii pisarz Andrea Camilleri czytelnikom kojarzy się przede wszystkim, jako autor niezwykle popularnej na świecie serii kryminałów, których głównym bohaterem jest komisarz Montalbano. Ale włoski autor, poza tworzeniem bestsellerów, ma także inne ambicje. Pisze po prostu powieści obyczajowe. W poprzedniej, „Kryjówce”, bohaterką była kobieta, która spotyka się z anonimowymi mężczyznami za przyzwoleniem męża. W najnowszej – „Z chłopa król” – wraca na swoją ukochaną wyspę Sycylię, by snuć opowieść o karierze „od pucybuta do milionera”. Bo oto na przełomie XVII i XVIII wieku chłop Jozue ma szczęście (albo i nieszczęście, to zależy od punktu widzenia) ocalić życie księciu. To dopiero początek jego przygód, najczęściej dość nieoczekiwanych, bo obecność na dworze wcale nie należy do najprzyjemniejszych, a przede wszystkim do najbezpieczniejszych. Prawdziwą karierę zrobi jednak w wielkim świecie nie Jozue, ale jego syn Michele, wyjątkowo dojrzały, jak na dziecko i głodny świata oraz spotkań z ciekawymi ludźmi. Camilleri kreśli obraz Sycylii nam nieznanej, rozdartej, targanej wewnętrznymi konfliktami i rządzonej przez Hiszpanów. Bohaterowie są ciekawi, autentyczni, a język, w jaki mówią, oddaje (za sprawą dobrego tłumaczenia Moniki Woźniak) klimat sprzed trzech stuleci.




Deyan Sudjic
„B jak Bauhaus”
Wydawnictwo Karakter 2014

Tajemniczo brzmiący dla niektórych autor Deyan Sudjic, to brytyjski krytyk dizajnu, dyrektor londyńskiego Design Museum, który o sztuce użytkowej wie bodaj wszystko i tym wszystkim podzielił się w szczególnie skonstruowanej encyklopedii, leksykonie (jak zwał, tak zwał). W środku każdej literze z alfabetu przyporządkował konkretne hasło. Więc pod „a” mamy na przykład autentyk i dyskusję na temat funkcjonalności tego, czy autentyk jest wart swojej ceny i czyje są naprawdę zaprojektowane przez znanych designerów przedmioty (czy tylko te, których produkcję oni sami nadzorowali, czy też wyprodukowane już po ich śmierci także). „B” jest tu Bauhausem, legendarną „firmą” architektoniczną spod znaku Waltera Gropiusa tworzącego budynki użyteczne do bólu (potem okazało się, że mieszkanie w niektórych też może się okazać bolesne). „F”, to na przykład Fashion, czyli moda. Sudjic pisze o swoich zakupach (robi je bardzo rzadko, ale dobrze). Książka jest pasjonująca, trudno się po prostu oderwać. Zwłaszcza, że brytyjski autor słynie ze swady, poczucia humoru, ale i celnego punktowania absurdów otaczającej nas rzeczywistości. Jego leksykon można czytać, jako osobistą encyklopedię designu, albo przewodnik po tym, co widzimy czasem wokół nas, a nie rozumiemy, dlaczego warto na to zwrócić uwagę.




Marcin Mortka
„Przygody rycerza Valdemara. Worek pełen duchów”
Grupa Wydawnicza Foksal 2014

Rycerz wygląda nieco groźnie, ale ma dobre serce i miewa wątpliwości. Valdemar, główny bohater serii książek dla dzieci „Przygody rycerza Valdemara” nie jest krystalicznie czysty i idealny, ale też nie wykazuje się brutalnością (wydawałoby się niezbędną w jego profesji). Mieszka w Różkokrzewie, pięknej osadzie (przypominającej trochę hobbitowe Shire) i zaczyna rdzewieć, bo miecz wyciąga z szafy raczej, by pomachać nim do lustra. Do czasu. Wkrótce okaże się, że Valdemar ruszy pomagać najbardziej potrzebującym mając za towarzysza i sprzymierzeńca Drobinka, swojego najlepszego przyjaciela skrzata, który mieszka u niego w domu rezydując w puszce po konserwach. Książka dla dzieci, która ma już dwie części, jest sympatyczna (przeznaczona raczej dla maluchów), pięknie ilustrowana, a przygody Valdemara nie zmrożą milusińskim krwi w żyłach, a zachęcą do pomagania innym i rozbawią. Jest jednak i małe „ale”. Szkoda, że wydawca wyeksponował na okładce i stronie tytułowej jedynie autora tekstu książki – Marcina Mortkę, a nie postąpił identycznie w przypadku ilustratorki serii Alicji Gapińskiej. W przypadku książek dla dzieci, to już ładny zwyczaj. Warto go praktykować.
MAT


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.