"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Środa, 23 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tekla, Bogusław
 
Resortowe dzieci w mediach
   Niebawem odbędzie się premiera najnowszej książki Doroty Kani, Jerzego Margalskiego i Macieja Marosza „Resortowe dzieci”. Z przecieków przedpremierowych wynika, że w książce będzie sporo informacji o związkach znanych dziennikarzy i wiodących mediów z SB i wysokimi funkcjonariuszami PZPR.
To będzie też opowieść, jak wynika z informacji zawartych w tygodniku „W sieci”, o tym, że gwiazdami mediów są dziś dzieci rodziców osadzonych w SB i władzach PZPR. Wiadomo już, że będzie to opowieść o Monice Olejnik i jej ojcu milicjancie, o Miecugowie, którego tatuś był satyrykiem w czasach stalinowskich i donosicielem UB, i wielu, wielu innych... Nareszcie!
   Dziennikarze, bowiem weszli w III RP bez żadnej weryfikacji, bez żadnej refleksji nad tym, jak obrzydliwie służyli komunistom. W 1989 roku objęła ich gruba kreska – kłamstwa, łajdactwa zostały uznane za niebyłe. To niezwykle rozzuchwaliło komunistycznych dziennikarzy. Natychmiast zabrali się gorliwie za atakowanie solidaruchów, oszołomów, narodowców, faszystów. Nic im się złego nie stawało, nawet wtedy, gdy okazywali się kapusiami, jak Daniel Passent. Byli i są nadal zapraszani do studiów telewizyjnych i robią za gwiazdy dziennikarstwa.
   Nikt też dotąd nie opisał rozmiarów skundlenia tej grupy zawodowej w latach komunizmu i nie wyciągnął wniosków z tego skundlenia wynikających.
A skundlenie było rzeczywiście niewiarygodne. W latach czterdziestych i pięćdziesiątych dziennikarstwo, to była nieustająca napaść na wszystko, co polskie. Przez szpalty przelewała się rzeka nienawiści i kłamstw o kościele, Polsce, kułakach.
Mało kto dziś pamięta, że wówczas prym w mediach wiedli tak zwani korespondenci robotniczo – chłopscy, zwani „robkorami” (to skrót od: robotniczy korespondent), czyli terenowi donosiciele UB. Było ich w całym kraju ponad 20 tys. Wielu zostało po czasach stalinowskich w zawodzie. I robili za autorytety i fachowców. Grzecznie potem sprzyjali władzy podczas kolejnych rewolt społecznych w 1956, 1968, 1970 i następnych latach. Szczególnie obrzydliwie zachowali się w 1968 roku, kiedy to wzniecali swoimi artykułami nastroje antysemickie.
W stanie wojennym dziennikarze masowo poprą Jaruzelskiego, we wielu województwach staną na czele PRON. Będą obrzydliwie dyspozycyjni. Po likwidacji przez juntę Jaruzelskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich natychmiast w 1982 roku powołają Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL. Miałem okazję oglądać protokóły z zebrań SD PRL. Czym się zajmowali? Przydziałami na samochody. Przydziałami mieszkań i wczasów w Bułgarii. To była pazerna banda bezideowych wykonawców woli komunistów. Nie upomnieli się, nie zaprotestowali, kiedy wyrzucano w wyniku weryfikacji nielicznych opornych kolegów. Kto się naraził komunistycznej władzy – sam sobie winny.
   Ach, jakież to były wędrówki zawodowe – z wydziałów propagandy KW, czy KM do redakcji gazety, z gazety do cenzury, z cenzury do radia lub telewizji. Stan dziennikarstwa wkraczającego w III RP był opłakany. To byli ludzie zmieleni przez mechanizmy komunistycznej propagandy, ludzie gorliwie tę propagandę tworzący. Szkoda, że wciąż nie ma monografii tego środowiska z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Środowiska, o którym już dziś wiemy, że było niezwykle nasycone agenturą: Drawicz, Szczypiorski, Passent, Koźniewski, Toeplitz, Słomczyński – istny legion kapusiów.
   Zjawiskiem stałym była też polityka kadrowa, w dziennikarstwie polegająca na tym, że do zawodu trafiali ludzie zaufani, towarzysze partyjni, krewniacy sekretarzy wszelkich szczebli, no i oczywiście ludzie rodzinnie lub służbowo związani z SB.
Książka „Resortowe dzieci” dowodzi niestety, że proceder awansowania w dziennikarstwie nadal zdominowany jest przez układy postkomunistyczne. W całej Polsce obserwujemy zjawisko zjawiania się w mediach dzieci dyspozycyjnych dziennikarzy oraz zajmowania poczesnych miejsc w zawodzie dziennikarskim i redakcjach przez dzieciaki esbeków i wysokich funkcjonariuszy.
I co? To oni są ci najzdolniejsi? Najbardziej utalentowani? Nie. Oni są po prostu dyspozycyjni wobec uwłaszczonych na mediach aparatczykach. To oni są gotowi bezkrytycznie atakować dziś opozycję, obśmiewać wątpiących w rządową wersję katastrofy smoleńskiej, domagających się prawdy w życiu publicznym.
   Resortowe dzieci bronią dziś przywilejów swoich rodziców i swojej koniunkturalnej pozycji na rynku mediów. I jest to dla nich walka o być albo nie być. Co by się bowiem z nimi stało, gdyby dziś dopuszczono do głosu młodych, krytycznych, odważnych? Co by zostało? Nic. Jedynie zdziwienie, że przez lata całe tacy ludzie mogli robić za autorytety.
Marian Rajewski
fot. narodowyszczecin.pl


  Komentarze 2
~wpisz swój nick2014-01-22 23:02:54
To czemu nie sa neurtralni tylko popieraja polityke rodzicow co
~?2013-12-22 21:55:58
Nu tak ładnie się tłumaczą że to nieładnie gnębić dzieci za rodziców.. Ale oni nie są gnębieni za grzechy rodziców, tylko za grzechy rodziców cieszą się powodzeniem życiowym ?
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.