"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Piątek, 25 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Aurelia, Władysław, Kamil
 
Uwaga: nadjeżdża mandat!
   Gdyby to nie było tak absurdalne, może i byłoby interesujące. Gdyby nie było dramatycznie głupie, może i byłoby zabawne. Co? Nakładanie mandatów za przechodzenie przez tory, na których żaden pociąg nie ma prawa się pojawić…
   Do takiego paradoksu dochodziło ostatnimi czasy w Sanoku, czyli na Podkarpaciu, na którym PKP „cieszy się” od lat wyjątkowo złą opinią. Kwalifikowanie do zamknięcia linii, bronionych solidarnie przez potencjalnych pasażerów oraz ich samorządowych, a nawet parlamentarnych przedstawicieli, uruchamianie i likwidowanie pociągów, układanie rozkładów, niesatysfakcjonujących nikogo, ignorowanie sugestii klientów, którzy sugerują, że dla zamieszkałych wzdłuż tras Krościenko – Zagórz i Łupków – Zagórz najwygodniejszą stacją docelową jest bynajmniej nie ów Zagórz, ale centrum handlowo - gospodarcze regionu bieszczadzkiego, a więc Sanok, i w konsekwencji utrata pasażerów na rzecz PKS – wszystko to składa się na radykalne popsucie opinii kolejowych przewoźników. A teraz doszła do tego jeszcze nadaktywność funkcjonariuszy SOK.
   Tor dawnej Kolei Transwersalnej przecina Sanok na pół. Po jednej stronie pozostawia centrum, po drugiej szpital. I właśnie w jego okolicy najczęściej dochodzi do scysji pomiędzy umundurowanymi strażnikami a skracającymi sobie drogę mieszkańcami. Owszem, w najwygodniejszym dla pieszych przejściu od lat tkwią słupy z tablicami, zabraniającymi przechodzenia przez nasyp, ale… Najstarsi sanoczanie nie pamiętają, aby doszło tam do wypadku: widok jest na tyle rozległy, że nawet najbardziej roztargniony nie może przeoczyć nadjeżdżającego składu.
   Jesienią tego roku ruch na trasie z Krosna do Zagórza zupełnie zamarł. Niewielki mostek na potoku, zwanym Dworzyskiem, został zakwalifikowany do odbudowy, siłą rzeczy więc, po rozebraniu starej budowli, powstała przerwa w ciągu szyn. W niewielkiej miejscowości – a niespełna 40-tysięczny Sanok trzeba zakwalifikować do tej grupy – wieści o takich przedsięwzięciach rozchodzą się w oka mgnieniu; oczywiste jest więc, że skorych skracać sobie drogę w pobliżu szpitala przybyło.
Wyjątkową wszelako czujnością (rewolucyjną zgoła…) jęli się wtedy wykazywać funkcjonariusze SOK. Z upodobaniem zajmowali pozycje w niewidocznym dla wkraczających na nasyp przechodniów – i czynili swą karną powinność. Ich służbistość wywołała takie oburzenie, że sprawę – przyrównywaną do PRL-owskich idiotyzmów uwiecznionych w komediach Stanisława Barei – poruszono nawet na sesji Rady Miasta. Opisał ją też miejscowy tygodnik.
   Zaindagowany szef Komendy Regionalnej SOK w Przemyślu podbił bębenka niechęci do PKP. - Ruch został zawieszony, ale linie istnieją, a my musimy wykonywać swoje obowiązki” - powiedział dziennikarzowi. - A są nimi: ochrona życia i zdrowia osób korzystających z usług kolei oraz dbanie o przestrzeganie przepisów porządkowych. Nikt nie dał ogłoszenia, że w związku z remontem tory są nieczynne. Jeśli funkcjonariusze będą teraz patrzeć na wykroczenia przez palce, później trudno będzie dyscyplinować obywateli.
   I wszystko to niewątpliwie słuszne, tylko… Czy naprawdę podkarpaccy strażnicy porządku na kolei nie mają nic ważniejszego do roboty, niż dyscyplinowanie bliźnich?
Przypomina się tu – głośny swego czasu – przypadek dozorców zlikwidowanej kopalni siarki w Baszni koło Lubaczowa: choć zabrakło szefów, oni wytrwale przychodzili na zmiany, wpisywali się do księgi obecności i strzegli obszaru górniczego. Robili to jednak w nadziei, że ktoś się kiedyś wreszcie nimi zainteresuje - i na podstawie list obecności wyrówna zaległości płacowe narosłe jeszcze w czasach, gdy zakład istniał.
W Sanoku takiej sytuacji nie było. W Sanoku było po prostu głupio… Kolej zaś poniosła kolejną (nomen omen) porażkę wizerunkową.
Tekst i fot. (wald)


  Komentarze 2
~zzzzzzz2012-01-12 08:20:23
Ci ludzie z soku robia co im każą, i z tego co słyszałem od kilu z nich wynika, że naciskają na nich ich przełożeni, zeby robili wyniki (mandaty) bo się nie utrzymają, bo stracą pracę itp. A w tym trzeba tylko troche zdrowego rozsątku, i nic wiecej, oczywiście ten zdrowy rozsądek winien być w wydaniu Panów Komendantów
~maszynista emeryt2012-01-05 09:49:36
Jak powszechnie wiadomo, tą trasą jechał żołnierz ck. Austrii niejaki Józef Szwejk i gościł w sanockim burdelu. Jego kolega był bardzo zdyscyplinowanym żołnierzem i dostał rozkaz, aby udać się marszem pieszym za San w określonym kierunku na azymut. Most był niedaleko, ale to nie było zgodne z wytyczonym kierunkiem, pływać umiał, ale w rozkazie bylo wyraznie, że ma się udać marszem pieszym. Wszedł więc wyprostowany do wody, a że była wysoka, to się. utopił. Czy w Sanoku nie ma takich uciech dla SOK -istów, jakich zażywał Józef Szwejk. Czy chca się koniecznie utopić.
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.