"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 21 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Hipolit, Mateusz, Daria
 
Morski „Kolejarz”
Że kolejarze mają coś wspólnego z ludźmi morza – wiadomo nie od dziś: przecież gdyby nie oni, marynarze nie mieliby, co przewozić w ładowniach statków, większość, bowiem towarów dociera do portów drogą żelazną, w pudłach wagonów. Nie każdy jednak wie (względnie pamięta), że był czas, kiedy te związki miały ściślejszy charakter – po morzach i oceanach świata pływały, bowiem statki, którym patronowali kolejarze.
Pierwszy był prom pasażerski Polskich Linii Oceanicznych, zbudowany w gdańskiej stoczni Schichaua w 1903 r. Zanim w 1951 r. trafił pod banderę armatora z Gdyni, nosił nazwy „Mecklemburg”, „Turgieniew”, „Waza”, „Kruszewski” i „Kopernik”. Napędzany maszyną parową, miał nośność 400 ton, 38 miejsc pasażerskich, 86,5 m długości, 17,7 m szerokości, 4,1 m zanurzenia. Archaiczny silnik rozpędzał jednostkę do 12 węzłów, czyli niespełna 22 km/godz. Po pięciu latach eksploatacji armator pozbył się wiekowego „kalosza” – dokąd jednak trafił, archiwa nie zdradzają.
O wiele więcej natomiast wiadomo o drugim „Kolejarzu”, noszącym banderę Polskiej Żeglugi Morskiej masowcu z serii B-512, powstałym w Stoczni im. Adolfa Warskiego w Szczecinie. Jak wspominają marynarze, nie była to udana konstrukcja: jej autorzy bowiem spróbowali połączyć swoisty ogień z wodą, a więc stworzyć jednostkę, w równym stopniu nadającą się do przewożenia drobnicy, co ładunków masowych. Na ich dobro można przywołać jeden argument – że był to dyktat zleceniodawcy, pragnącego dysponować uniwersalnymi statkami do trampingu oceanicznego. W historii armatora typ „Kolejarz” zapisał się jednak, jako bardzo wydajny i opłacalny.
Flotyllę 11 jednostek szczecińscy stoczniowcy budowali w latach 1963 - 1967. Otwierał ją „Kolejarz”, po nim był „Stoczniowiec”, „Transportowiec”, „Chemik”, „Hutnik”, Energetyk”, „Górnik”, „Metalowiec” i na koniec „Włókniarz”. Co ciekawe, pomiędzy „Kolejarzem” a „Stoczniowcem” powstała „Republika”, między „Chemikiem” a „Hutnikiem” zaś – „Brno”. Oba statki zamówiła… pozbawiona dostępu do morza Czechosłowacja; aż do pamiętnej praskiej wiosny ich portem macierzystym był Szczecin, dopiero potem bazą marynarki CSRS stał się Hamburg.
Pierwszy z serii B-512 został zwodowany 6 stycznia 1963 r., do eksploatacji PŻM wszedł 29 listopada tegoż roku. Mógł wziąć 14 tys. ton ładunku, miał 156 m długości, 20,5 szerokości, zanurzenie sięgało 9 m. Silnik, wyprodukowany w zakładach Cegielskiego w Poznaniu we współpracy ze szwajcarskim Sulzerem, o mocy 6.500 KM, rozpędzał charakterystyczny czarny kadłub z nadbudówką w części rufowej do szybkości 14,5 węzła.
„Kolejarz” pływał pod polską banderą do lipca 1979 roku, kiedy armator odsprzedał go państwowemu przedsiębiorstwu żeglugowemu z Korei Północnej. Co działo się z nim później – nie wiadomo.
(wald)
Fot. archiwum Polskiej Żeglugi Morskiej


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.