"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Środa, 23 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tekla, Bogusław
 
Prosto z półki
Janusz Majewski
„Mała matura”
Wydawnictwo Marginesy 2010
Najpierw był scenariusz filmu „Mała matura 1947” w reżyserii Janusza Majewskiego, potem film, który podczas tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych wywalczył nagrodę specjalną jury. Teraz dostajemy do rąk powieść „Mała matura”, w dużej mierze inspirowaną biografią autora - reżysera i scenarzysty urodzonego we Lwowie. Opowieść o familii Taschke, która w wyniku działań wojennych musi opuścić ukochany Lwów i przenieść się do Krakowa jest przepiękna, przepełniona ciepłem i afirmacją dla najważniejszych w życiu wartości - miłości, rodziny, ojczyzny. Ale pokazane zostały nie koturnowo, sztucznie, czy z nachalną propagandą, tylko bezpretensjonalnie, z wdziękiem, naturalnością. Głównym bohaterem jest Ludwik Taschke urodzony we Lwowie na początku lat trzydziestych. Dorasta w dostatnim domu urzędnika państwowego i jego żony, którzy kochają jedynaka (potem rodzina powiększa się jeszcze o siostrę) i zapewniają mu beztroskie, szczęśliwe, sielskie dzieciństwo. Przymusowe dorastanie zaczyna się jednak w chwili, kiedy wybucha wojna, a mały Ludwik nie idzie do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Wprawdzie rodzinie Taschke udaje się w miarę bezboleśnie przetrwać wojnę, ale wyjazd do Krakowa (gdzie Ludwik będzie robił tytułową małą maturę), to przełom w życiu. Nic już nigdy nie będzie takie samo. Smaki, zapachy, kręte uliczki Lwowa trudno odnaleźć w Krakowie, który wydaje się Ludwikowi rozczarowujący. Ta tęsknota za dawną polską mekką intelektualną i kulturalną pozostanie z bohaterem przez lata. Wspaniała powieść!



Péter Esterházy
„Niesztuka”
Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik” 2010
Węgierski prozaik mógłby stać się bożyszczem wielu polskich literatów. Pozazdrościć mu powinni nieskazitelnego i charakterystycznego stylu pisania, autorskiej konsekwencji w działaniu, umiejętności rozliczania się z historią (niekoniecznie bezbolesnej), wreszcie talentu, by z pozornie błahego wydarzenia uczynić wstęp do frapującej opowieści. Wreszcie zaimponować naszym rodzimym pisarzom musi i kolekcja nagród, jakie Péter Esterházy zgromadził w karierze (m.in. słynna Nagroda Herdera, czy Nagroda Literacka Europy Środkowej Angelus, którą dwa lata temu odebrał we Wrocławiu). Nie wspominając już w ogóle o jego arystokratycznych korzeniach sięgających XII wieku… Jego największe dzieło, monumentalna, barokowa w stylu i języku powieść „Harmonia Cælestis” oraz jej swoista kontynuacja „Wydanie poprawione” (obydwie ukazały się nakładem Czytelnika) zostają teraz wzbogacone o nową pozycję. „Niesztuka”, to ostatnia, jak dotąd, książka Esterházy’ego (wydana na Węgrzech w 2008 roku) i zarazem kolejna, w której autor eksploruje wątki osobiste. Autobiograficzne, bo to powieść o jego matce. Ale jak zawsze u węgierskiego pisarza historia jednostki jest misternie wpleciona w dzieje kraju, w tym przypadku powojennej grozy dyktatury socjalistycznej, a potem komunistycznej, w której ubecja łamała wrażliwe osobowości. Antidotum na koszmar rzeczywistości, jaka ją otaczała, stała się piłka nożna i niemal fanatyczne jej kibicowanie. Ale tym, co zdumiewa u Esterházy’ego, jest mistrzowski portret bliskiej osoby sporządzony bez upiększeń i pochlebstw, a zarazem przepojony miłością i zrozumieniem.



Anna Przedpełska - Trzeciakowska
„Na plebanii w Haworth”
Świat Książki 2010
Rzadko zdarza się, aby tłumaczka literatury na chwilę odłożyła skrypty, słowniki i postanowiła napisać własną książkę. Jednak w przypadku Anny Przedpełskiej -  Trzeciakowskiej nie mamy do czynienia ze zwykłą tłumaczką, ale jedną z najwybitniejszych translatorek z języka angielskiego, za sprawą której kolejne pokolenie dziewcząt może z rozkoszą zatopić się w lekturze najsłynniejszych powieści Jane Austen (m.in. „Duma i uprzedzenie” oraz „Rozważna i romantyczna”). Tymczasem autorka przekładu jest miłośniczką okresu XVIII i XIX wieku w angielskiej literaturze i dała temu wyraz podróżując i zbierając materiały do książki „Na plebanii w Haworth”. To arcyciekawa historia trzech najbardziej utalentowanych literacko sióstr w Wielkiej Brytanii - Charlotty, Emily i Anny Brönte. Miejscem, w którym mieszkały i pisały swoje powieści była tytułowa plebania w angielskim Haworth położonym w hrabstwie Yorkshire. Szczególna lokalizacja domu (na wrzosowiskach, niedaleko cmentarza) stała się inspiracją dla krajobrazów w „Wichrowych wzgórzach” Emily, czy „Dziwnych losach Jane Eyre” Charlotty Brönte. Wychowywane wraz z bratem przez ojca, surowego, ale mimo wszystko pełnego zrozumienia ojca pastora wzrastały zakochane w literaturze i poezji. Efektem były ich powieści, które zmieniły oblicze angielskiej literatury, były idealnym odzwierciedleniem epoki romantyzmu z zamiłowaniem do bohaterów targanych wielkimi uczuciami i dzikiej przyrody i złowieszczych domostw, w których czaiła się tajemnica. Książka nie tylko dla fanów sióstr Brönte.
MAT


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.