"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Wtorek, 22 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tomasz, Maurycy
 
Prosto z półki

J. M. Coetzee

„Zapiski ze złego roku”

Wydawnictwo Znak 2008

Południowoafrykański noblista John Maxwell Coetzee już od kilku lat ma w Polsce grupę wielkich fanów i nic w tym dziwnego. W porównaniu z ostatnimi laureatami szwedzkiego wyróżnienia - hermetycznie piszącą Angielką Doris Lessing, czy niezrozumiałym w Europie Francuzem J. M.G. Le Clézio, jego oszczędna proza oraz tematy, które porusza, znacznie lepiej trafiają do czytelnika. I choć nie musimy uważać, że miniony rok był tym złym, warto sięgnąć po najnowszą powieść Coetzee choćby z jednego powodu. Autor dokonał w niej interesującego eksperymentu, który wymaga od czytelnika sporego skupienia uwagi, ale też daje niespodziewaną przyjemność. Mowa o podzieleniu każdej strony na dwie bądź trzy części oddzielone wielokropkami. Każda z nich dotyczy czegoś innego, a kontynuację tematu znajdziemy przewracając kartkę itd.

Po co ten galimatias? Po to, by jednocześnie poprowadzić kilka wątków. Pierwszy (drukowany w górnej części strony), to artykuły (o polityce, moralności, literaturze, muzyce, nawet ptasiej grypie), jakie napisał główny bohater JC (po inicjałach możemy domyślać się, że chodzi o samego Coetzee). Drugi (drukowany w środkowej części strony), to opowieść JC, który przedstawia historię fascynacji pewną filipińską kobietą. Z czasem zostaje poproszona przez pisarza, by przepisywała jego notatki. Trzeci wątek (drukowany w dolnej części strony) pojawia się z chwilą, kiedy Filipinka Anya postanawia skomentować to, co czyta w notatkach JC. Ich odmienne opinie tworzą fascynującą historię, w której ścierają się różne światopoglądy i namiętności. A wszystko to napisane zdystansowanym, może chłodnym, ale jak genialnym stylem Coetzee. Warto!





Sándor Márai

„Sindbad powraca do domu”

Wydawnictwo Czytelnik 2008

W swojej nowej książce „Gulasz z turula” o Węgrzech i Węgrach autor Krzysztof Varga przywołuje niezwykle sugestywną scenę. Oto Szindbád, koneser życia i bohater opowiadań znanego pisarza Gyuli Krúdyego (1878 - 1933) zamawia w restauracji rosół. Wsypuje do niego suszoną paprykę i garść nasion, a następnie wyjmuje z wazy kość i jej szpik zostaje przez niego rozsmarowany na chlebie.

Tych, którzy teraz zamknęli z lubością oczy, polecam lekturę magicznej książki innego węgierskiego pisarza Sándora Márai (1900 - 1989), który tak pokochał utwory Krúdyego o Sindbadzie, że postanowił wskrzesić tę charakterystyczną postać w książce „Sindbad powraca do domu”. Powieść ukazała się na Węgrzech w 1940 roku, ale my dostajemy ją do rąk dopiero teraz, za to w rewelacyjnym tłumaczeniu Teresy Worowskiej.

O czym jest ta zielona książeczka? O Sindbadzie, podróżniku, utracjuszu, znawcy każdego zakątka Budapesztu - wszystkich hoteli, restauracji, winiarni, łaźni, nawet dorożek i woźniców. O człowieku, który o pieniądzach wiedział wszystko, tylko nie umiał się z nimi obchodzić, dlatego wydawał ostatnie grosze na drobne przyjemności. Márai prowadzi swojego Sindbada po Budapeszcie, zagląda do miejsc klimatycznych, dziś już nieistniejących. Pozwala przyjrzeć się ludziom różnych profesji - od niedocenionych, narzekających poetów po zubożałą arystokrację. Od dumnych filozofujących żebraków po spryciarzy i finansowych oszustów. Idealna dla koneserów.





Piotr Milewski

„Rok nie wyrok”

Wydawnictwo Niebieska Studnia 2008

Książka o Ameryce, ale dla ludzi o mocnych nerwach. Tylko oni są w stanie przeczytać historię polskiego korespondenta Radia ZET w Stanach Piotra Milewskiego, który przez przypadek został aresztowany razem z handlarzami narkotyków, z którymi właśnie rozmawiał. W sądzie pozostawiono mu wybór - albo więzienie, albo rok w ośrodku leczenia i resocjalizacji. Nietrudno się domyślić, że wybrał 365 dni, które miał spędzić z narkomanami, lekomanami, świrami i kryminalistami wszelkiego autoramentu. Zamiast załamywać ręce postanowił jednak wykorzystać tę niebywałą „okazję”, by spojrzeć w zupełnie nowy sposób na Amerykę i Amerykanów. Nie na tych, których kampanie wyborcze oglądamy w telewizyjnych wiadomościach, ale na światek tzw. gangstaz okupujących ulice, tworzących społeczność gett, nie potrafiących często ani dobrze czytać, ani pisać. Milewski nie wszedł w ich środowisko jako ktoś lepszy. Przeciwnie, trafiając do ośrodka jako uczestnik programu odwykowego „Powrót do Ziemi Obiecanej”, automatycznie sam stał się „czarnuchem”, wykluczonym. Nauczył się rytuałów, zwyczajów i dzięki cierpliwości narkomani go zaakceptowali. Ale gdyby ujawnił, czym się zawodowo zajmował, byłby skończony jako potencjalny kapuś.

Jego debiutancka książka zaskakuje przede wszystkim stroną językową. Milewskiemu udało się niezwykle precyzyjnie odtworzyć brzmienie getta, ulicy. Są tu fragmenty rapowane - celowo brutalne i bezceremonialne, albo opisy, jak z gangsterskich filmów z użyciem grypsery. Niektórych może to zszokować, ale warto się przekonać, że Ameryka, to niekoniecznie ziemia obiecana. Tak nazywany jest tam tylko program resocjalizacji.

MAT




  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.