"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 28 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Marek, Wacław
 
Cugle


Wielokrotnie w tym miejscu pisałem o wolności słowa, o jego roli w nowoczesnym państwie, o mediach, i nie tylko jako o czwartej władzy, lecz i ostoi demokracji...

Starałem się być w tym moim pisaniu obiektywny, co w światku dziennikarskim nie zawsze jest zbyt częste. Bierze się to pewnie trochę z racji misji, jaką spełniają wolne media w kontroli rządzących. Świadomość tej misji, odmienianej przez wszystkie przypadki, wielokrotnie nieco wypacza punkt widzenia.

To po pierwsze, po drugie - po trosze także z solidarności środowiska, które z każdej strony widzi zagrożenie tejże misji, co objawia się wołaniem o zagrożeniu wolności tychże mediów.

Nie dalej jak przed dwoma tygodniami, w podsumowaniu roku 2006, tak, jakby a propos, zacytowałem fragment mojego felietonu „Ogień i woda” z 17 marca 2006 r.

Warto na chwilę wrócić jeszcze raz do tych słów:

Czy krytyka publikacji, albo wyrażanego przez dziennikarza poglądu, jest zamachem na fundament demokracji, jakim jest wolność mediów? Czy zakaz wyrażania odmiennego zdania od dziennikarza nie jest też cenzurą, ale taką odwróconą? Czy krzyk podniesiony przez większość środowiska dziennikarskiego, że Kaczyński i spółka chcą wprowadzić dyktaturę, bo krytykują media, nie jest obroną wolności, lecz przesadną histerią?

Zadaję te pytania, bo jako członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich identyfikuję się z tym środowiskiem, i myślę, że tym bardziej mam prawo je zadać.

Pozwoliłem sobie na to przypomnienie, aby wykazać, że to, o czym za chwilę, nie bierze się ze wspomnianej wcześniej solidarności, ale zdrowego rozsądku.

A rzecz dotyczy ostatniego zamieszania wokół mediów, które stały się celem ataków niektórych polityków, którzy uznali, że niektóre redakcje, i zatrudnieni w nich dziennikarze, są elementem spisku Grupy Trzymającej..., która chce obalić rząd. Brzmi to, co prawda dość surrealistycznie w kraju, który jest pełnoprawnym członkiem demokracji europejskiej, jednak chwilami nie jest to wcale śmieszne, gdyż te poglądy wyrażają członkowie partii koalicji rządzącej.

Wyciągnięcie na światło dzienne tzw. seks-afery przez media, zaskutkowało nie tylko dochodzeniem prokuratorskim, ale i prostackim atakiem - często samych oskarżonych - i wnioskami o radykalne ściągnięcie cugli (a propos Samoobrony) bezczelnych dziennikarzy, dla których nie ma żadnej świętości.

I znów wrócę do mojego „Ognia i wody”:

Inni zaś twierdzą, że są obszary naszego życia i postacie tam funkcjonujące, które muszą być objęte tabu, i nie wolno pod żadnym pozorem naruszać ustalonego porządku i zdmuchiwać kurzu z ikon tegoż porządku.

Otóż wszystko na to wskazuje, że niektóre „ikony” (cudzysłów tu musi być ogromny, szczególnie w stosunku do tych od cugli) nareszcie trafią tam, gdzie już dawno powinni, i tu wedle wyboru - albo na śmietnik (historii), albo do celi.

Inną kwestią jest to, że w ogóle nie powinni mieć nawet szansy, aby w ich głowach, choć przez chwilę, zaświtała myśl o tym, że oni mogą być jakąś „ikoną”.

No, ale cóż - naród tak chciał. Daj Boże, że po raz ostatni.

Nie ulega wątpliwości, że próby zmian prawnych, które miałyby na celu ograniczenie wolności mediów, muszą spotkać się z ostrą ripostą, i nie ma tu znaczenia, z jakiej strony te próby są czynione.

Ale prawdą też jest, że konieczne jest podjęcie pilnych prac nad zmianą, i to gruntowną, prawa prasowego, które reguluje ustawa ze stycznia 1984 roku! Nie przystaje ono zupełnie do rzeczywistości, nie reguluje wielu rzeczy z rynku medialnego, trzeba je zmienić, także w części dotyczącej ochrony dóbr osobistych i zapewnienia rzetelnej ochrony prywatności.

Jednak te zmiany powinny być merytoryczne i rzetelne, a nie chaotyczne i na zamówienie, i być jedynie odwróceniem uwagi od grzechów polityków, próbą przerzucenia na media odpowiedzialności za to, co robią, a może raczej wyprawiają.

Posłużę się jeszcze raz cytatem „Z trzeciej strony” („Na bazie i po linii” z 18 kwietnia 2003 r.):

Bob Woodward i Carl Bernstein z „Washington Post” udowodnili, że media rzeczywiście są czwartą władzą, i że walka z nimi ma odwrotny skutek od zamierzonego, zaś próby ograniczenia ich wolności prędzej, czy później muszą doprowadzić do takich skutków, jak chociażby ustąpienie z urzędu Richarda Nixona.



Tyle o innych (?). Teraz o nas. Trafiła do Was „Wolna Droga” w nowej szacie graficznej. Mamy nadzieję, że przyjmiecie ją przychylnie, ale i krytycznie. Dlatego czekamy na uwagi i propozycje. Będziemy starali się je wprowadzać w życie.

Pracujemy także nad zmianą naszej strony internetowej (www.wolnadroga.pl), która cieszy się coraz większym zainteresowaniem, co przekłada się na ilość wejść, która z miesiąca na miesiąc rośnie.

I tutaj również oczekujemy na Wasze sugestie. Kierujcie je na:
redakcja@wolnadroga.pl.

Mirosław Lisowski




  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.