"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Wtorek, 22 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tomasz, Maurycy
 
W Szczecinie pełna determinacja


W Szczecinie, podobnie jak w Warszawie i w innych miastach, kolejarze rozpoczęli głodówkę 9 grudnia. W sobotę 13 grudnia w proteście uczestniczyło już 10 osób. Każdego dnia dochodził ktoś nowy. Głodujący przebywają w pomieszczeniach tutejszej Okręgowej Sekcji Kolejarzy. Wśród głodujących znajduje się między innymi jej szef, Romuald Ansen.

- Są wśród nas przedstawiciele różnych związków zawodowych i to nie tylko z przewozów regionalnych, jak chociażby ja - zwraca uwagę Jan Basisty, z Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” działającej przy Zakładzie Taboru w Szczecinie. - W końcu sprawy, o które walczymy dotyczą wszystkich kolejarzy.

- Nie ulega wątpliwości, że kolejarze, którzy położyli się na materacach i od 5 dni piją tylko wodę mineralną i soki działają w interesie całego środowiska - dodaje Mirosława Strąk, przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” przy Zachodniopomorskim Zakładzie Przewozów Regionalnych. - Tym bardziej jest bardzo smutne, że jakkolwiek są tu przedstawiciele kilku związków, to jednak większość central nie przysłała swoich przedstawicieli. Na przykład w naszym zakładzie do komitetu protestacyjno-strajkowego przystąpiło 7 spośród 10 istniejących u nas związków. Ale w głodówce biorą udział tylko działacze naszej komisji zakładowej oraz przedstawiciel Związku Zawodowego Drużyn Konduktorskich w RP działającego przy naszym zakładzie. Reszta wycofała się. Chyba boją się, nie chcą głów nadstawiać. Jak chcą siedzieć cicho, to niech siedzą, ale niektórzy z nich robią dodatkowo krecią robotę, zrywają na przykład kartki informujące o głodówce, które my rozlepiamy.

Jednocześnie wielu kolejarzy zarówno tych zrzeszonych, jak i tych nie należących do żadnych związków interesuje się protestem. Przychodzą do siedziby OSK, pytają o samopoczucie głodujących, wyrażają swoje poparcie. W piątek 12 grudnia protestujących odwiedzili Longin Komołowski, były wicepremier w rządzie Jerzego Buzka oraz Mieczysław Jurek, przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Pomorza Zachodniego.

Protestem żywo interesuje się miejscowa prasa, radio i telewizja.

- Praktycznie drzwi się nie zamykają, jedni dziennikarze wchodzą, inni wychodzą - opowiada Waldemar Daniszewski, wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” przy Zachodniopomorskim Zakładzie PR w Szczecinie, uczestnik głodówki.

Głodujący ze swej strony również żywo śledzą rozwój sytuacji w kraju. Każda informacja o dołączeniu się do protestu kolejnych kolejarzy w innych ośrodkach jest komentowana z dużym zadowoleniem.

- Do dyspozycji mamy telewizor, radio, internet, telefony, faksy - mówi Jan Basisty.

Protest głodowy to oczywiście przejaw ogromnej determinacji ze strony osób biorących w niej udział. Wszyscy jednak zadają sobie pytanie, czy pracodawca a zwłaszcza rząd w ogóle przejmuje się tym wszystkim? Jak na razie nic na to nie wskazuje. W każdym razie nie wskazywało w sobotę 13 grudnia, kiedy rozmawialiśmy z głodującymi ze Szczecina.

- Nie chcielibyśmy przeciągać tej sytuacji do świąt - stwierdza uczestniczący w głodówce Marek Przeradzki, członek Rady OSK NSZZ „Solidarność” w Szczecinie. - Nie byłoby to dobre ani dla społeczeństwa, ani dla firmy. Jednak, co się jeszcze może wydarzyć nikt chyba nie wie. Z każdą ewentualnością trzeba się liczyć. Możliwe jest również, że nic nie osiągniemy, chociaż wola walki z naszej strony jest ogromna. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja jest bardzo skomplikowana. Cały ciężar związany z działalnością przewozów regionalnych usiłuje się przerzucić na samorządy. Jednak sygnały, które przyszły od marszałków poszczególnych sejmików wojewódzkich są jednoznaczne. Twierdzą oni, że samorządy są w stanie sfinansować zaledwie 25 proc. kosztów związanych z działalnością tej spółki. Może więc okazać się, że odwołanie 500 pociągów, to dopiero preludium do następnych posunięć. Za chwilę możemy więc usłyszeć, że ze względu na pustą kasę trzeba odwołać następne 20, 30 połączeń w poszczególnych regionach. Suma sumarum w 16 województwach ubędzie kolejnych 500 pociągów. A za pół roku, gdy bilans samorządów znów będzie niewielki, to, co nas czeka?! Całkowita degradacja kolei? Obecny czas, w którym odbywa się nasza głodówka, to praktycznie ostatni moment, aby tę sytuację odwrócić, bo później rzeczywiście może być za późno.

Jacek Maciejewski






  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.