"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 21 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Hipolit, Mateusz, Daria
 
Savoir vivre
Przyszło mi nowy rok rozpocząć od polemiki z takimi oto stwierdzeniami (wybór tych pierwszych z brzegu): Typowy betoniarsko - solidaruchowy bełkot pekapiarzy z „Wolnej Drogi”, Towarzysz Gomułka XXI wieku, „Wolna Droga”, to „Trybunie Ludu” albo Czy autor uczył się propagandy na WUML?. Te „opinie” dotyczą listu do redakcji - artykułu „(Nie)prawdziwe intencje nowego operatora i jego promotorów” (26/07) i jego autora Jacka Kniecia. Chętnych do zapoznania się całym repertuarem tych „wyważonych” ocen zapraszam na stronę internetową „Wolnej Drogi”.

Moja reakcja na tego typu język zazwyczaj jest obojętna, wręcz żadna. Zresztą sam byłem i jestem obiektem „zainteresowania” osób, które najczęściej zasłaniając się anonimowymi nickami, zapewniającymi im „nietykalność”, pozwalają sobie ujeżdżać na mnie, co im ślina na język przyniesie. Macham na to ręką, bo naprawdę szkoda czasu na polemiki na takim poziomie. Poza tym nie sposób traktować poważnie osób, które odporne są na jakiekolwiek argumenty, a wszystkich tych, którzy pozwolą sobie myśleć inaczej obrzucają stekiem wyzwisk i obelg.

Jednak w tym przypadku odstąpię od tej reguły, gdyż tym razem tę metodę zastosowano w stosunku do pisma, którym kieruję i naszego współpracownika. Nie będę się jednak wprost odnosił do zacytowanych na wstępie słów, ale spróbuję tych przeróżnych „oponentów” sprowadzić na ziemię, choć z góry zakładam, że się to nie uda, i po opublikowaniu tego tekstu pod moim adresem będą kierowane określenia „kolejowy beton”, żeby wspomnieć tylko o tych łagodniejszych.

Ale przejdźmy może do meritum...

W gospodarce rynkowej musi być konkurencja, ona jest jej podstawą. Tylko ta konkurencja musi mieć zdrowe zasady.

Jeśli odbywał się przetarg na usługę przewozową w województwie kujawsko-pomorskiem, to obaj konkurenci przedstawili ofertę w oparciu o pewne założenia.

„Przewozy Regionalne” zaproponowały stawkę uśrednioną, czyli wypadkową kosztów eksploatacji szynobusów i składów złożonych z lokomotywy i wagonów (także jako ewentualne zastąpienie uszkodzonego szynobusy) oraz zaplecza naprawczego. Takie koszty nie biorą się z sufitu, są pochodną realnej kalkulacji i doświadczenia również wyniesionego z eksploatacji mocno awaryjnych szynobusów.

PCC/Arriva poszedł po linii najmniejszego oporu - nie mając swojego taboru oparł kalkulację na kosztach eksploatacji szynobusów samorządowych, nie biorąc poprawki na ich usterkowość, i związane z tym konsekwencje.

Dlatego dziś na Kujawach mamy do czynienia z ogromnymi spóźnieniami i ciągłym uruchamianiem komunikacji zastępczej, gdyż z jednej strony czas naprawy jest bardzo długi, z drugiej brak własnego taboru uniemożliwia podstawienie szynowego składu zastępczego.

I kółko się zamyka, ale niestety nie obiegi.

Kolejna sprawa, to niepokojące wydarzenia, do których już dochodzi z winy nowego przewoźnika. Warto kilka zdań poświęcić historii, która wydarzyła się 20 grudnia ubr. Ze stacji Grupa szynobus ruszył, pomimo że na semaforze było czerwone światło. Mechanik nie reagował przez kilkanaście minut na wezwania dyżurnego ruchu. W końcu dyżurny nie widząc wyjścia uruchomił „radio - stop”. Jednak szynobus... jechał dalej! W Laskowicach, gdzie szynobus w końcu się zatrzymał, mechanika zatrzymała policja, podejrzewając, że jest nietrzeźwy. Okazało się, że jest trzeźwy. Szefostwo Arrivy winą za zaistniałą sytuację obciążyło uszkodzone radio, zaś, co do złamania elementarnej zasady egzekwowania nakazu „stój!”, oświadczyła, że trwa... dochodzenie. Oczywiście PKP też zdarzały się różne wpadki, ale przecież zapewniano, że obsługa przewozowa Arrivy będzie zdecydowanie lepsza od „PKP Przewozy Regionalne”.

I co ciekawe - za wynikłe z powodu tego zajścia opóźnienia, pasażerów przepraszał przedstawiciel... PKP, z Zakładu Linii Kolejowych!

Opisana wyżej historia, to już nie są żarty o WUML-u, czy „Trybunie Ludu”. Mamy tu do czynienia z zagrożeniem bezpieczeństwa ruchu! Czy musi dojść do nieszczęścia, aby ktoś wreszcie przejrzał na oczy? NA PKP tego typu zdarzenia po prostu są nie do pomyślenia! Żaden mechanik nie wyjedzie na szlak bez sprawnego i sprawdzonego radia! Może w tym przypadku mechanik wiedział o tym, że radio nie jest do końca sprawne, ale bał się o tym komukolwiek z szefostwa powiedzieć, bo doszłoby do kolejnego opóźnienia, a może być i tak, że po prostu tego radia nie miałby, kto naprawić?

To są gdybania, ale w przypadku bezpieczeństwa podróżnych w ogóle ich nie powinno być! Po to są przepisy i procedury, i to ŚWIĘTE!

I na koniec jeszcze jedna kwestia. Zgadzam się z Jackiem Knieciem, że za całe zamieszanie i tak odpowie PKP. Jak pisałem nie tak dawno w tym miejscu - „Przecież PKP, to przysłowiowy chłopiec do bicia. Nawet za trzęsienie ziemi w Chinach odpowiada polska kolej”.

A tak zupełnie na koniec, to tym wszystkim, którzy uważają, cytuję: „Wolna Droga”, to „Trybuna Ludu”, polecam słowa o PKP niejakiego Jerzego Hausnera, wicepremiera w rządzie SLD: Chcę rozbić ten korporacyjny monopol. Czy to jest łatwe? Wystarczy zobaczyć, z kim mam do czynienia po drugiej stronie i jak ci ludzie się zachowują.

No właśnie - jak się zachowują?

Mirosław Lisowski




  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.