"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Środa, 23 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tekla, Bogusław
 
"Czyżby początek kampanii?

"Polityka" przeciw przewozom regionalnym




W 43 Numerze "Polityki" z 26 października 2002 r. ukazał się artykuł Andrzeja Zagrodzkiego w znamiennym cyklu "Puste tory" pt. "Pies kolejarza".


Andrzej Zagrodzki napisał go w interesie spółki "CLT Maczki-Bór", która ma apetyt na przejęcie części (na razie) regionalnych przewozów pasażerskich. Zacząć chce tam, gdzie może liczyć na największe poparcie. Pretekstem staje się planowana likwidacja linii Żywiec - Sucha Beskidzka, której utrzymanie z biletów kupowanych przez pasażerów nie sięga 30%, a prawdę mówiąc sporo jej do tego jeszcze brakuje. Tak się składa, że starosta żywiecki Stanisław Lach jest przewodniczącym Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Samorządów na Rzecz Kolei Lokalnych.


Pan starosta St. Lach i jego koledzy z tego Stowarzyszenia zapatrzyli się na podjęte dawno temu decyzje premier Margaret Thatcher, która (ogromnym kosztem zresztą) sprywatyzowała kolej w Wielkiej Brytanii. Przyniosło to opłakane skutki (m.in. głośne katastrofy kolejowe, śmiertelne tragedie, pogorszenie standardu usług, etc.), o czym Stowarzyszenie na Rzecz Kolei woli nie wiedzieć.


Trochę ponad rok temu byłem w Rybniku na spotkaniu zorganizowanym przez to Stowarzyszenie wspólnie z organizacjami samorządowymi z udziałem ówczesnego ministra transportu i nie wiedziałem - śmiać się, czy płakać. Mówiono tam na przykład o likwidacji posterunków przy strzeżonych przejazdach, bo pociąg lub autobus może przyhamować (sie!) a nawet stanąć (!) i konduktor wyjdzie i zatrzyma samochody zanim pociąg nie przejedzie. Minister Jerzy Widzyk tłumaczył, jak skomplikowanym organizmem jest transport kolejowy, jak istotne jest pełne jego bezpieczeństwo, jak wiele elementów trzeba brać pod uwagę, ale odniosłem wrażenie, że sala jakby składała się z uczniów szkoły podstawowej, dla których prowadzi wykład profesor uniwersytetu. Oni widzieli to, co chcieli widzieć - możliwość "załapania się", wówczas na część 800-milionowej dotacji, dziś, co prawda ograniczonej już tylko do daleko niewystarczającej sumy 300 milionów. Zresztą wcale się z tym nie kryją. Oto co pisze w tejże "Polityce" Andrzej Zagrodzki:


"Pojawienie się konkurentów w dziedzinie przewozów pasażerskich może także sprawić, że do dotacj,i po którą dziś wyciąga rękę tylko PKP, może aspirować większe grono przewoźników". Gdzie nowy przewoźnik widzi możliwości oszczędności? Oto recepta "Polityki" i sił politycznych, które takie rozwiązania inspirują i im patronują.


"Prywatny lub samorządowy przewoźnik uwolniony od potężnego garbu, jaki ciąży PKP, może działać sprawniej i taniej. Nie ma ponad miarę rozdętego zatrudnienia, wszechmocnych związków zawodowych i problemów z przywilejami pracowniczymi. Przykładowo jednym ze sporych kosztów, jakie PKP muszą uwzględniać w swoich kalkulacjach, są uprawnienia pracowników i ich rodzin do bezpłatnych przejazdów?


10 - 20% pasażerów podróżujących kolejami regionalnymi korzysta dziś z bezpłatnych przejazdów. PKP PR w dużym stopniu prowadzą więc usługi socjalne na rzecz pracowników grupy PKP."


Tu oszczędności widać już jaśniej. Brak koniecznej dotacji ze strony państwa wobec przewozów regionalnych musi w konsekwencji doprowadzić do likwidacji najbardziej nierentownych połączeń, a następnie do zwolnień kolejarzy.


Przy istniejącym dziś bezrobociu jakże łatwo będzie znaleźć nowych pracowników, naturalnie na nowych warunkach, w zmienionej siatce płac, bez przywilejów wypracowanych "od przed wojny", bez związków zawodowych, bez usług socjalnych, itd., itd?


Proste? Proste!


Dziwne, że redakcja "Polityki" nie dostrzegła ogromnego wysiłku PKP i samych kolejarzy, w tym związków zawodowych, jakiego dokonano w ostatnich latach. Bez większych konfliktów udało się zmniejszyć stan zatrudnienia w PKP z ponad 250 tysięcy do ok. 150 tysięcy pracowników. I to praktycznie, z jednym wyjątkiem dotyczącym maszynistów (popieranych częściowo przez SLD!), bez strajków, społecznych niepokojów i wielkiego szumu.


Dziwne też że nikt nie zauważył, że taki organizm jak kolej musi działać precyzyjnie, w sposób zorganizowany, w oparciu o obowiązujący przez wszystkich rozkład jazdy i system informacyjny. PKP to dotąd najbezpieczniejsza kolej w Europie, a to też kosztuje, ba, tu oszczędzać nie wolno (Wielka Brytania to groźne memento!), że musi istnieć system kontroli a także reagowania na różne nieprzewidziane wypadki)(np. powodzie, burze śnieżne), itp., itd?


PKP "Przewozy Regionalne" od dawna wiedzą, że w ruchu lokalnym na krótkich trasach szynobusy stanowią lepsze i tańsze rozwiązanie niż dotychczasowe, poważnie już zużyte, energochłonne i bardziej kosztowne zestawy elektryczne.


Czy mają to być szynobusy oparte na silnikach Diesla - to ze względów ekologicznych sprawa dyskusyjna.


Ale na miłość Boską, niech one wreszcie spłyną do zakładów. Ręczę, że będą dobrze wykorzystane.


Publikacja w "Polityce" ukazała się na pewno nie przypadkowo właśnie teraz, kiedy wybraliśmy nowe samorządy.


To kij wepchnięty w szprychy koła ratunkowego, jakim mogą stać się konieczne rozmowy z samorządami. Rozmowy i pożądane ich efekty. Bez wspólnej polityki parlamentu, rządu, samorządów i PKP, oraz kolejowych związków zawodowych, bez tego solidarnego wysiłku nie uda się podnieść poziomu usług PKP - zwłaszcza jeśli chodzi o regionalne przewozy pasażerskie.


Coraz wyraźniej widać, że są siły, które chciałyby doprowadzić do upadku PKP. Jeśli rządzący nie widzą, lub nie chcą widzieć czym to grozi, może znów ratunek PKP będzie zależał od samych kolejarzy.


Dostrzega to i "Polityka" stwierdzając w zakończeniu cytowanej publikacji:


"?są to tykające bomby, których nikt nie próbuje rozbrajać z obawy przed naruszeniem interesów którejś z kolejarskich grup. Lepiej więc nie ryzykować wybuchu niezadowolenia armii prawie 150 tysięcy pracowników i nie pokazywać, nawet w niewielkiej skali, że kolej nie może istnieć bez PKP".


Kolej może istnieć bez PKP, morze będzie istniało nawet bez polskich stoczni, żywność możemy kupować zza granicy, ubierać się możemy w ciuchy np. z Tajlandii, prąd dadzą nam Niemcy, a gaz Rosjanie?. Tylko za co? Za co?


Ale nic to, grunt, że pan Lepper ma się coraz lepiej, a pan Miller sprawił, że wódka stanieje - nasza polska wódka?No, to na pohybel kolei panowie?!


Wojciech Trzmiel





  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.