"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Środa, 23 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tekla, Bogusław
 
Równowaga
Niemal trzy miesiące temu informując Czytelników o moim kandydowaniu, i na ten czas ograniczeniu swojej aktywności na łamach „Wolnej Drogi”, nie myślałem, że ta moja nieobecność będzie trwała tak długo. I nie jest to efekt żadnej traumy - po prostu: raz na wozie, raz pod wozem.

Pomyślałem, że z jednej strony odpoczniecie, drodzy Czytelnicy, od moich wynurzeń, z drugiej zaś te kilka tygodni - taką miałem nadzieję - pozwoli nowej ekipie przedstawić, choć zarys programu dla kolei, tak, aby można było się do niego jakoś odnieść.

No cóż - jeśli chodzi o odpoczynek ode mnie, to trudno mi to wiarygodnie ocenić: czy dla jednych był to czas błogosławiony i mogli o mnie zapomnieć, a dla innych nadszedł czas tęsknoty. I jednym, i drugim nisko się kłaniam.

Co do tej drugiej kwestii, to niestety, byłem naiwny. Oczekiwałem, że partia, która co najmniej od 6 lat, szykowała się do rządzenia, będzie miała - jak obrazowo się czasami powiada - pełne szuflady ustaw i programów. I że na drugi dzień po ogłoszeniu zwycięstwa wprost zarzuci i sejm, i opinię publiczną pomysłami, jak uzdrowić Polskę.

A co tu mamy? Co do polskiej kolei, to jedyną rzeczą, którą można odnotować, to słowa premiera Tuska, który w expose powiedział, że pociągi będą jeździć punktualnie, a dworce będą czyste. Pod takim programem dla kolei, to i ja się podpisuję. No i jeszcze było stwierdzenie, że zostanie rozwiązana kwestia przewozów regionalnych. W jaki sposób się to stanie - premier nie powiedział. Tutaj akurat nie mam do niego wielkich pretensji - o szczegółach winni mówić już inni, ci, którzy będą za tę „działkę” odpowiadać. No, ale - jak wieść gminna niesie - nie ma chętnego, kto chciałby wziąć na siebie tę odpowiedzialność.

I tak oto - ja, biedny żuczek - nie mogłem już więcej czekać, bo ktoś mógłby pomyśleć, że stchórzyłem, i nie chcę już więcej pisać na trzeciej stronie. Nic z tych rzeczy.

Kończy się rok, to i ja chcę go zakończyć tak, jak to zawsze robiłem.

Przełom roku, to moment, kiedy nachodzi każdego z nas chęć podsumowania mijających 12 miesięcy, oceny wszystkiego tego, co wtedy się wydarzyło, szukania w pamięci tylko dobrych chwil... Chcemy, aby nowy rok był jakby zamknięciem jednych, a otwarciem drugich drzwi. I zawsze mamy nadzieję, że za zamkniętymi drzwiami pozostaje zło, o którym chcemy szybko zapomnieć.

Zawsze na tej (trzeciej) stronie można było znaleźć moje przemyślenia i spostrzeżenia. Chcę wrócić tylko do jednego fragmentu... I przypomnę, tak a propos, pewną anegdotę, którą można teraz dość często usłyszeć. Otóż na kolegium redakcyjne jednego z ogólnopolskich komercyjnych mediów elektronicznych przychodzi prezes zarządu i mówi: „Kochani, tak nie może być. Przez ostatnie dwa lata krytykowaliśmy tylko obóz rządzący. Teraz, dla równowagi, będziemy krytykować tylko opozycję”.

„IV PRL” - 07/459, 30 marca 2007 r.: „Onegdaj w felietonie zatytułowanym „Ogień i woda” pisałem: Czy krytyka publikacji, albo wyrażanego przez dziennikarza poglądu, jest zamachem na fundament demokracji, czyli wolność słowa? Czy zakaz wyrażania odmiennego zdania od dziennikarza nie jest też cenzurą, ale taką odwróconą? Czy krzyk podniesiony przez większość środowiska dziennikarskiego, że Kaczyński i spółka chcą wprowadzić dyktaturę, bo krytykują media, nie jest obroną wolności, lecz przesadną histerią? Zadaję te pytania, bo jako członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich identyfikuję się z tym środowiskiem, i myślę, że tym bardziej mam prawo je zadać.

Dziś znajduję się w podobnej sytuacji, bo oto część środowiska objęła histeria lustracyjna.
W słynnym już liście „kwiat” dziennikarstwa (za taki pewnie się uważają) napisał m.in.: Ustawa lustracyjna stworzyła sytuację, którą wielu z nas odbiera jako upokarzającą.

Ciekawi, którzy się tak poczuli? Czy także ci, którzy odwiedzili Stany Zjednoczone Ameryki, a śmiem twierdzić, że chyba wszyscy w nich byli. A skoro byli, to musieli dostać wizę. A żeby ją otrzymać, to musieli w stosownym wniosku zadeklarować m.in.: czy jesteś narkomanem, prostytutką albo stręczycielem? Czy byłeś, jesteś bądź zamierzasz się angażować w działalność terrorystyczną? Czy podlegałeś śledztwu w sprawie zbrodni nazistowskich?

Jakoś wtedy nie protestowali, nie obrzucali jajkami ambasady USA, nie pisali listów otwartych nawołujących do bojkotu wszystkich tych Jankesów. Nic takiego się działo, wręcz przeciwnie - pokornie skrobali we wniosku wszystko, co trzeba, aby zdobyć upragnioną wizę.

Ale, co tam, w tamtym przypadku można jej było nie dostać, a tutaj, co im grozi? Ano nic. Robią to zresztą z rozmysłem. Zdają sobie doskonale sprawę z tego, że jakakolwiek próba pociągnięcia ich do odpowiedzialności, to w dzisiejszej Polsce idealna okazja do wykreowania się na ofiarę totalitaryzmu Ciemnogrodu.

No, a wówczas, to już tylko zachwyt przeróżnych wykształciuchów, którzy będą chcieli stawiać pomniki tym pierwszym, którzy przeciwstawili się dyktaturze ciemniaków”.



Prezydent John Fitzgerald Kennedy powiedział: „Nie szukajmy odpowiedzialnych za błędy młodości, lecz przyjmijmy swoją odpowiedzialność za przyszłość”. Życzę tego i rządzącym, i nam wszystkim. Wszystkiego dobrego...

Mirosław Lisowski




  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.