"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Piątek, 25 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Aurelia, Władysław, Kamil
 
Co się dzieje?
   Wprowadzono nowy rozkład jazdy. Na dworcu Centralnym w Warszawie można było spotkać osoby informujące o zmianach w rozkładzie. Podobnie było i w innych większych miastach.
Jednak czy jest powód do odtrąbienia sukcesu? Sadzę, że niestety nie. Choć samo wprowadzenie rozkładu na PKP udało się, o tyle już w „Kolejach Śląskich” był zgrzyt. W trasę nie wyjechało ponad 40 pociągów. A po kilku dniach marszałek województwa śląskiego poprosił o pomoc „Przewozy Regionalne”.
Jednak i to można jakoś wytłumaczyć, choćby tym, iż spółka, która do tej pory obsługiwała właściwie jedną trasę z Gliwic do Częstochowy, zaczęła obsługiwać całe województwo, i niestety, ale musiało się to tak skończyć, gdy nie wszyscy pracownicy są doświadczonymi kolejarzami.
    Praktykę w tym zawodzie zdobywa się latami, dlatego trudno wymagać, aby młodzi, niedoświadczeni pracownicy, nawet po najlepszych szkoleniach, czy kursach, czuli kolej. Na pewno sukcesywnie będzie to ulegało poprawie, jednak da też do myślenia samorządom z innych województw, czy to naprawdę taki opłacalny biznes i nie lepiej korzystać z usług doświadczonych „Przewozów Regionalnych”.
Przecież to nie wina tej spółki, że samorządy potraktowały ją po macoszemu, pozostawiając samom sobie, z długiem jeszcze z czasów PKP i starym, wysłużonym taborem.
    Jednak nie o tym chce pisać, ale o tym, że pomimo nowego rozkładu jazdy, okazuje się, że nie jest on dla zwykłych pasażerów, a są nimi pracownicy dojeżdżający do pracy oraz studenci i uczniowie.
Pociągów pasażerskich zatrzymujących się na wszystkich stacjach i przystankach jest zdecydowanie mniej niż w poprzednim rozkładzie jazdy. Wiele połączeń po prostu zlikwidowano, wiele ograniczono, co spowodowało wprost uniemożliwienie obywatelom podróżowanie koleją.
   Nie od dziś wiadomo, że w kraju nad Wisłą wszystkie sprawy są załatwiane w stolicy (czytaj w Warszawie), jednak, aby do niej dojechać w godzinach rannych, takiej możliwości nie ma właściwie nikt spoza miast wojewódzkich i to nie wszystkich, gdyż od nowego rozkładu jazdy trzeba jechać z przesiadkami, jak choćby z Wrocławia.
   Od lat jeździł pociąg „Pieniny” z Przemyśla i Nowego Sącza do Warszawy. Niestety w związku z remontem linii E 30 Kraków – Przemyśl w grudniu 2010 roku przestał kursować, gdyż jego nazwa został zmieniona i w jego miejsce kursował pociąg spółki IC z Krakowa. Został także odwołany pociąg spółki IC „Małopolska” z Przemyśla do Gdyni, również z tych samych powodów. Jednak „Przewozy Regionalne” uruchomiły pociąg IR do Warszawy, który pozwalał pasażerom dojechać przed południem do Warszawy i stamtąd kontynuować podróż nad morze.
Od połowy ubiegłego roku z powodu remontów i ten pociąg skrócił swoją trasę do Krakowa, a na odcinku Rzeszów - Dębica - Tarnów - Kraków uruchomiono autobusy. Niestety można było do niego wsiąść bardzo często już w Rzeszowie.
Pomimo tych utrudnień pasażerowie np. z Tarnowa i innych miejscowości na trasie mogli dojechać pociągiem PR do Krakowa i zdążyć na pierwszy ekspres do Warszawy. Od nowego rozkłady jazdy już takiej możliwości nie mają.
   Nie wiem, kto odpowiada za taki rozkład jazdy? Według pracowników PKP to samorządy, które ograniczają połączenia. Według mnie, to jednak PR, które tak ustalają obiegi, aby im się zamykały i były najbardziej opłacalne.
Wiem, że nawet pracownikom spółki IC ustawia się tak grafiki, aby byli z jednego miejsca, gdyż w ten sposób łatwiej się im dogadać i dojeżdżać do pracy własnymi samochodami.
   W województwie Małopolskim odwołano prawie 70 pociągów. Wiele przestało kursować w soboty i niedziele, a przecież w te dni także ludzie pracują, są zakłady o ruchu ciągłym, ludzie jeżdżą do większych miast na zakupy, więc trudno im zrozumieć działania przewoźników kolejowych.
Sadzę, że za kilka miesięcy faktycznie zostaną zlikwidowane kolejne połączenia, gdyż nie będzie frekwencji, a co za tym idzie część linii kolejowych ulegnie zamknięciu.
Spełnią się marzenia niektórych decydentów, dla których kolej jest kulą u nogi, dlatego tak łatwo podejmują decyzje o jej degradacji.
   Trudno jest się nie oprzeć wrażeniu, że transport drogowy jest oczkiem w głowie każdego rządu, natomiast kolej jest niechcianym dzieckiem. Jeżeli nikt tego wreszcie nie zrozumie, to przy obecnym tempie remontu linii kolejowych, za kilka lat nawet sam premier nic nie wskóra przy nowym rozkładzie jazdy, gdyż go po prostu już nie będzie potrzeba.
   W przyrodzie już tak jest, że aby była wielka rzeka, muszą być strumyki, które sukcesywnie ją zasilają i przy ujściu trudno niejednokrotnie taką rzekę przepłynąć.
Podobnie wygląda sprawa na kolei. Jeżeli chcemy, aby pociągi spółki PKP IC miały pasażerów, ktoś musi ich dostarczyć do stacji, na których te pociągi się zatrzymują. Czy to będą wielkie aglomeracje takie, jak Kraków, Katowice, Wrocław, Poznań, Szczecin, czy Gdynia, to muszą ich tam dowieść pociągi regionalne, zatrzymujące się na małych przystankach, a przyjeżdżające kilka, czy kilkanaście minut przed odjazdem tych pociągów ekspresowych, czy dalekobieżnych.
Tak to wygląda na całym świecie, a zwłaszcza w Europie, i nikomu tam nie przychodzi do głowy likwidować połączenia lokalne, wręcz przeciwnie - rozwija się transport kolejowy.
   W tym naszym biednym kraju nie wykorzystaliśmy nawet przyznanym nam środków unijnych na infrastrukturę kolejową, więc trudno się dziwić, że dziś jeździmy średnio 30 km/h, a pociągi się psują, skoro nie mogą rozwinąć prędkości, poza kilku odcinkami, większych niż 80 km/h.
To tak, jakby ktoś kupił solidny samochód i jeździł nim po mieście, stojąc w korkach. Za kilka miesięcy będzie musiał go remontować, bo każdy wie, że taki samochód musi wręcz rozwijać znaczne prędkości, aby się nie zadławił spalinami, i to pomimo, że raz na tydzień jedzie za miasto, aby - jak się popularnie - mówi przegrzać rurę.
W lutym kolejna zmiana rozkładu. Życzę powodzenia!
Adam Dyląg


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.