"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Piątek, 25 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Aurelia, Władysław, Kamil
 
Komu przeszkadza polska kolej?
O swoich przykrych doświadczeniach z podróży pociągami po Polsce - mówi Krystian Frelichowski – nauczyciel, szef bydgoskiego Klubu Gazety Polskiej.

Pociągi jeździły
Kiedy w roku 1997 rozpoczynałem swoją turystyczną działalność wraz z młodzieżą Szkolnego Koła PTSM, z Bydgoszczy można było dotrzeć pociągiem niemal do każdej części Polski i to nie tylko w sezonie wakacyjnym. Większość naszych wojaży odbywaliśmy w roku szkolnym. Bezpośrednimi pociągami docieraliśmy do Kudowy Zdrój, Lądka, Bielsko - Białej, Wisły, Zakopanego. Jedynie wyjazd w Bieszczady, czy Góry Świętokrzyskie wymagał poza sezonem przesiadki, ale tylko jednej, zaś do Trójmiasta można było dojechać w dwie i pół godziny. Na dodatek zorganizowanym grupom przysługiwało prawo do bezpłatnej rezerwacji przedziałów.
Pociągi jeździły pełne, choć niekoniecznie zapchane. Dworce kolejowe żyły, nie tylko za dnia, ale i nocą. Działały w nich całodobowe bary, kioski, sklepy. Za wynajem lokali, jak się można domyślać, PKP otrzymywały całkiem przyzwoity dopływ gotówki. I komu to przeszkadzało?!

Agonia kolei
Wraz z nastaniem Platformy Obywatelskiej polska kolej znalazła się w stanie faktycznej likwidacji. Kiedy 2009 r. z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, przed planowanym przeze mnie zimowiskiem, udałem się do informacji, by zapoznać się z połączeniami do interesującej mnie miejscowości, powiedziano mi, że nowy rozkład będzie obowiązywał za 5 dni i póki, co, nikt go nie zna.
Tchnięty złym przeczuciem udałem się do istniejącego jeszcze wówczas punktu obsługi klienta, zajmującego się m.in. przewozami grup zorganizowanych z zapytaniem, jakie formalności są wymagane przy zakupie biletu zbiorowego i rezerwacji przedziału. Pani poinformowała mnie, że właśnie dzisiaj mija termin składania wniosków. Zapytałem: jak mam to zrobić, skoro, jeszcze nie wiadomo gdzie i kiedy będą jeździły pociągi? Odpowiedzią było przepraszające wzruszenie ramion.
Ponownie do informacji udałem się pierwszego dnia obowiązywania nowego rozkładu jazdy, niestety nadal był nieznany. To skąd pasażerowie mają wiedzieć, gdzie i kiedy mogą jechać – zapytałem. Na około godzinę przed odjazdem pociągu otrzymujemy informację telefoniczną, o czym przez megafony informujemy podróżnych – usłyszałem w odpowiedzi. I jak tu coś planować?
Kiedy już nowy rozkład wszedł w życie, okazało się, że pociągi nie kursują w myśl jakiejkolwiek logiki, np. w sezonie wakacyjnym i po sezonie, w dni robocze, i wolne. Kursowały według dat. Interesujący mnie pociąg do Bielska – Białej jechał we wtorek, a w środę już nie, za to w następny tygodniu odjeżdżał w czwartek i tak dalej. No cóż - zimowisko trzeba było odwołać.

Coraz gorzej
Kolejne przykre doświadczenia dotyczą już 2011 roku. W maju, wraz z młodzieżą szkolną, jechaliśmy do Zakopanego. Z braku połączeń bezpośrednich podróżowaliśmy z przesiadką w Krakowie na autobus. Jakby tego było mało, pociąg do dawnej stolicy jechał okrężną drogą przez Warszawę, a pierwsza część podróży zamiast 7, trwała 11 godzin. Podróżowaliśmy w ścisku żywo przypominający ten z czasów PRL-u, tyle, że wówczas bilety były śmiesznie tanie.
Jakby tego było mało w drodze powrotnej odbyliśmy podróż dookoła Polski. Pociąg z Zakopanego jechał przez Wadowice, Żywiec, Bielsko – Biała i jeszcze w stolicy przesiadka. Przy okazji zostałem okradziony z pieniędzy, dokumentów, kart kredytowych.
W lipcu zaś wyruszałem z młodzieżą szkolną na obóz wędrowny. Zlikwidowano punkt obsługi grup zorganizowanych, a panie w kasach z braku wiedzy, obsługując mnie wykonywały dziesiątki telefonów z zapytaniami, co mają zrobić ze złożoną przeze mnie dokumentacją. Odmówiono też rezerwacji przedziałów, mimo, że za ten przywilej już się dzisiaj płaci.
Prawdziwy horror zaczął się w dniu wyjazdu. Pociąg przybył do Bydgoszczy z blisko 5-godzinnym opóźnieniem. Dworzec zaś przypominał budynek widmo, pozamykane wszystko, bary, kioski, informacja, a od północy nawet toalety. Z przydreptującymi z nogi na nogę dzieciakami chciałem iść poszukać jakiś krzaczków, by umożliwić im załatwienia pilnej potrzeby, a tu peronu opuszczać nie można, wszak komunikaty o wysokości opóźnienia zmieniane są, co chwile. Na szczęście większość z oczekujących zrezygnowało z podróży, dzięki czemu mieliśmy cały wagon dla siebie. Kiedy poprosiłem konduktora o poświadczenie wysokości spóźnienia, chcąc w ten sposób uzyskać możliwość zwrotu części kosztów biletu, co tak szumnie zapowiadano w mediach, poinformował mnie, że ten przywilej dotyczy tylko klientów „PKP Intercity”.

Podsumowanie
Tyle o smutnej rzeczywistości, czas na parę słów podsumowania, próbę odpowiedzi na pytanie: jak do tego doszło?
Reformę kolei rozpoczęto od podziału PKP na kilkanaście spółek, zwiększyła się przez to liczba wysoko opłacanych prezesów, wiceprezesów, dyrektorów, księgowych. Zabrakło, więc środków na remonty taboru, naprawę torów, etaty dla pracowników, których praca jest rzeczywiście potrzebna. Trzeba, więc było zacząć likwidować połączenia i podnosić ceny biletów, co w naturalny sposób zmniejszyło liczbę podróżnych. Mniej osób korzystających z kolei, to i mniejsze wpływy, nie tylko, te z biletów, ale także te z wynajmu dworcowych pomieszczeń. Komu się dziś opłaca prowadzić całodobowy sklep, czy bar dla garstki podróżnych?
Na dodatek konflikty między spółkami, wywołują kolejne zawirowania. Nauczyciele z braku pozasezonowych połączeń oraz nie mając gwarancji rezerwacji przedziałów, coraz rzadziej korzystają z kolei, a przecież wycieczki szkolne stanowiły liczącą się grupę klientów kolei. Zaś osobą nie mających prawa do ulg, a posiadających samochody, podróż pociągiem w ogóle się nie opłaca - nie dość, że niepewna, to jeszcze droga.
Notował Aleksander Wiśniewski
fot.SolkolArt


  Komentarze 2
~maszynista emeryt2012-01-14 11:19:57
To nie tylko tuba propagandowa. To agitka wyborcza. Taki okazały i budzący zaufanie pan, na dużym kolorowym zdjęciu, z barwami narodowymi w klapie, to idealna postać na naszego przedstawiciela. Koniecznie musi stwierdzić, że jesteśmy nad przepaścią i ta władza niczego nie dokona. ZZ Solidarność nie powinien być zapleczem dla karierowiczów myślących o awansach politycznych, tylko być obecnym w ośrodkach decyzyjnych i wpływać na rozwój swojej firmy i pracujących w niej ludzi. Tak się składa, że ci co przeszli ze związków do polityki, nie wykazali się niczym. Może oprócz prezydenta Wałęsy. Tylko, że wtedy inteligencja ograniczała się do doradzania, bo była zbyt mądra, by brać osobiście odpowiedzialność za kraj. Robotnik Wałęsa mógł zawalczyć o prezydenturę z jakimś Tymińskim.
~ofelia2012-01-12 16:11:31
Czy gdyby Redaktorem Naczelnym Wolnej Drogi został Pan Schetyna i pisał (w tym samym wymiarze co wspomniani redaktorzy P.P Lisowski i Rajewski)pochlebnie o ekipie rządzącej to również nazywałbyś to "próbą pobudzania do myślenia"? Nie. Wtedy napisałbyś Wolna Droga = TVN. Myślenie powinno być włączone przy korzystaniu z każdego medium prasowego. Każde medium prasowe ma swojego guru politycznego (żeby nie napisać cenzora politycznego), które nadaje kierunki myślenia(pisania) politycznego. W Wolnej Drodze jest to członek PiS (pamiętam z internetowej strony kandydata do sejmu) Redaktor Naczelny Pan Lisowski. Proszę mi wskazać choć jeden artykuł w WD, który pochwaliłby działania PO (przecież nie wszystko robią żle). Nie ma. Artykuł chwalący działania rządu SLD (przecież nie wszystko robili żle). Nie ma. To znaczy, że jest to totalna opozycja. Więc nie mówmy, że WD pobudzić chce do myślenia. Jest tubą propagandową PiS, bo nawet nie SKK mimo tego, że jest organem tej skruktury. Takie życie. My mamy czytać, myśleć i słuchać tego co mówią inaczej myślący, bo oni też mogą lub mają rację.
~wpisz swój nick2012-01-09 22:21:19
Drogi emerycie tym tekstem wpisujesz się o ogólny "trynd" medialnej propagandy. Co to znaczy pismo branżowe? "Wolna Droga" pisze o sprawach kolei, ale również o polityce. To jest pismo otwarte na różne tematy. To nie jest "biuletyn" ani "gazetka związkowa". Sam dałeś się zaszufladkować, nie wymuszaj tego na innych. Robolom wolno tylko o pracy, księżom tylko o wierze, dziennikarzom w piśmie tzw "branżowym" tylko o branży? Tak uważasz? A ja uważam inaczej. To co Ty nazywasz ideologią, ja nazywam swobodą wypowiedzi. Nie chciałbym aby pismo SKK "S" stało się "biuletynem związkowo-branżowym". Skansenem byliśmy, a dziś nie jesteśmy? Jesteśmy emerycie, Polska gospodarka nie istnieje. Polska już jest sprzedana. Dwóch ostatnich zdań z Twojego tekstu nijak nie mogę zrozumieć. I proszę już mnie raczej nie pouczaj co jest cnotą a co głupotą. Mam własne zdanie i mam do niego prawo. Ty też emerycie masz prawo i jak widać ostatnio często z niego korzystasz.
~maszynista emeryt2012-01-09 19:36:09
Ja nie mam nic przeciwko zdecydowanie prawicowym poglądom, pod warunkiem, że nie są one prezentowane w pismach branżowych. Ideologia wprowadzana do zakładu pracy zakłada walkę ideologiczną a nie pracę. Kolej to biznes a nie ideologia. Ideologię w zakładach pracy mielismy przez powojenne półwiecze i staliśmy się gospodarczym skansenem. Teraz radykalna prawica próbuje podpierać sie koleją? Uplasowanie się państwowej firmy i jej pisma w wieloletniej opozycji, to nie cnota tylko głupota.
~wpisz swój nick2012-01-08 14:02:02
" w wiecznej opozycji" ? Bez przesady. Fakt, artykuły Lisowskiego i Rajewskiego mają niekiedy zdecydowanie prawicowy wydźwięk. Ja uważam, że wobec ciągłego naporu kłamliwej, ogłupiającej propagandy mainstreamowych mediów, w ten sposób to pismo, choć branżowe, próbuje pobudzić czytelników do samodzielnego myślenia.
~wpisz swój nick2012-01-08 13:10:31
Nigdy nie podważałam wiedzy umiejętności maszynistow. Przywoływałam do rozsądku i obiektywnego spojrzenia. W jednym się zgadzam lokowanie branżowego pisma w wiecznej opozycji to zła metoda.
~Fastcracker koło łodzi2012-01-05 09:29:27
Polska kolej przeszkadza zagranicznym kolejom i ZPK bo zarobki są niewysokie więc wykup uprawnień jest kosztowny dla niejednej kolejarskiej rodziny. Jeżeli podania inżynierów leżą po kilka lat bez rozpatrzenia a humaniści -"mierni bierni, ale wierni" dostają pracę od ręki i nikomu to nie przeszkadza, to nie dziwmy się że na kolei jest taki bałagan jaki jest.
~jacenty2012-01-05 02:01:25
Drogi panie,likwidacja polskiej kolei nastapila w 2000 roku przyjeciem slawetnej ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji PKP.Proponuje panu dotrzec do tego dokumentu i zobaczyc kto w imieniu zwiazkow zawodowych zlozyl tam podpis,wtedy zrobiono stanowiska dla swoich i duzo w tym towarzystwie bylych zwiazkowcow.
~maszynista emeryt2012-01-04 20:16:30
O sytuacji na PKP mógłbym napisać przynajmniej o 30 lat wcześniej niż 1997 rok, o ktorym opowiada szef klubu Gazety Polskiej. Jako maszynista, tłumaczyłem się z "pcj", tzn. przekroczenia czasu jazdy, jako dyspozytor , podawałem na dalekopisie sytuacje w swojej jednostce, która była przekazywana przez kolejne szczeble do centrali. Zapięte wszystko na ostatni administracyjny guzik, pozwalało w dobie lat 80 ubiegłego wieku, wozić tysiące ton towarów niemal po całej Polsce - zanim trafiały do odbiorcy. Gdy szły 150 osiowe składy węglarek na spływ, miały bezwzględne pierwszeństwo, mimo, że węgla nie kupił za żadne skarby. Pociągi osobowe wtedy stały. Pociągi towarowe rozwiązywano po stacjach pośrednich na kilka dni, bo stacje rozrządowe nie mogły ich przyjąć z braku miejsca. Reorganizacji PKP przeżyłem kilka jeszcze za komuny. Mimo, że pracowałem w zasadzie w jednej lokomotywowni, to nazw tej jednostki i przynależności organizacyjnych było przynajmniej kilka, a do dziś to już chyba kilkanaście. Gdy nastał urodzaj na związki zawodowe , to roszczeniowe wyścigi rozwaliły to, co było już w stanie agonii. Jak zdarzył się kolejarz w sejmie, to dbał o swój region, by dostać głosy na nastepną kadencję. A pan tu o Platformie Obywatelskiej. Panie nauczycielu - młodzi słuchają. A moim zdaniem, lokowanie sie branżowego pisma w wiecznej opozycji, też nic dobrego przynieść nie może.
~wiarus2012-01-04 17:49:13
Sz. Panie Krystianie,masz Pan rację, to nic innego, jak podzielić na kawałki, aby swoim było lepiej, czyli - skok na wyższy stołek i dużo większą kasę. A co tam pasażer, pasażer to pionek - on się nie liczy, liczy się tylko to, że mnie jest dobrze.
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.