"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Sobota, 19 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Konstancja, January
 
Prosto z półki
Régis Debray
„Nowy Testament w arcydziełach malarstwa”
Świat Książki 2009
Szukanie prezentu pod choinkę, to w dzisiejszych czasach nie lada wyzwanie. Bezpieczną opcją pozostają zawsze książki, najbezpieczniejszą albumy. Nawet, jeśli ktoś nie przepada za czytaniem, przynajmniej skorzysta podziwiając ilustracje.
„Nowy Testament w arcydziełach malarstwa”, to jeden z tomów serii bardzo atrakcyjnej edytorsko. Ukazały się w niej jeszcze pozycje poświęcone Staremu Testamentowi i mitologii w ujęciu znanych europejskich artystów. To idealna lektura dla tych, którzy chcą podziwiać dzieła sztuki, niekoniecznie łamiąc sobie głowę nad ich interpretacjami. W „Nowym Testamencie w arcydziełach malarstwa” mamy chronologicznie rozłożone obrazy według biblijnych wydarzeń. A więc zaczynamy podróż od drzewa Jessego (z którego piersi we śnie wyrastało wielkie drzewo genealogiczne, w którym uwzględniono już Mesjasza) namalowanego przez anonimowego średniowiecznego mistrza. Potem oglądamy malarskie wizje narodzin Maryi, działalności Jana Chrzciciela i jego męczeńskiej śmierci. Jest, oczywiście, Boże Narodzenie, życie Chrystusa, jego śmierć i Zmartwychwstanie oraz wniebowstąpienie po zaśnięcie Matki Boskiej, dzieło apostołów aż po sąd ostateczny (tu za wzór posłużył bezcenny obraz Hansa Memlinga, który znajduje się w Muzeum Narodowym w Gdańsku). Do każdego z obrazów mamy odpowiednio dobrany cytat z Nowego Testamentu. Większość obrazów, to dzieła renesansowych i barokowych mistrzów pędzla.
Uczta dla miłośników sztuki, lektura uzupełniająca dla ludzi wierzących.



„Fotobiografia. Zofia Turowska o Zofii Nasierowskiej”
Wydawnictwo Marginesy 2009
Pola Raksa, Barbara Brylska, Beata Tyszkiewicz, Krystyna Janda, Barbara Kwiatkowska - na jej zdjęciach wyglądały naturalnie, pięknie, świeżo i niezwykle artystycznie. Zofia Nasierowska była absolutnym guru polskiej fotografii w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Pasję do rzemiosła wyniosła z domu rodzinnego. Ojciec nauczył ją, jak komponować kadr, jak ustawiać światło, by ocieplało wizerunek postaci, by ją rozjaśniało. Resztę Zofia Nasierowska przez lata wypracowywała sama dochodząc do perfekcji. Jej fotografia Barbary Brylskiej, to prawdziwe arcydzieło. Blondowłosa aktorka wygląda na niej jak anioł, który zszedł z obrazu Boticellego. Dzięki książce Zofii Turowskiej poznajemy Zofię Nasierowską nie jako gwiazdę, ale kobietę, która potrafiła walczyć z przeciwnościami losu. Kiedy po czterdziestu kilku latach robienia zdjęć wzrok Nasierowskiej pogorszył się tak, że przestała widzieć swoje modelki musiała odejść od ukochanego zawodu. Wymyśliła sobie inny - prowadzenie pensjonatu na Mazurach i udowodniła, jak silną jest osobą, a przy tym niezmiennie życzliwą ludziom. Na biografię namawiana była dwa lata. Opublikowało ją małe wydawnictwo Marginesy z Piaseczna, dla którego to dopiero druga książka. Ale już wiadomo, że cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Wciąż, bowiem interesuje nas PRL. Nie tylko ten siermiężny i tragiczny, ale też bardziej pogodny. Między innymi dzięki fotografiom Zofii Nasierowskiej, których w książce znajdziemy pełny wybór.



Angelika Kuźniak
„Marlene”
Wydawnictwo Czarne 2009
Na okładce siedzi ona - jedna, jedyna, niepowtarzalna. Charakterystyczne lekko falujące blond włosy, czarna sukienka opinająca szczupłe ciało. I doskonałe nogi, za które niejeden fotograf oddałby całe swoje atelier. Marlena Dietrich była ikoną, legendą Hollywood i tak, jak legenda żyła, utrzymując publiczność w przekonaniu o swojej boskości. Niewielka książka Angeliki Kuźniak, to nie do końca biografia Marleny, choć przybliża bohaterkę trafniej niż zrobiłby to autor ogromnego opracowania. Mamy, więc portret kobiety, która od dzieciństwa żyła w ogromnej dyscyplinie i dzięki niej zrobiła karierę. Aktorki wielbionej za grane prze siebie postaci femme fatale. Piosenkarki noszonej na rękach podczas koncertów i potrafiącej wywołać autentyczne wzruszenie interpretacjami utworów. Kuźniak opowiada o występach Marleny w Polsce - w Warszawie, czy we Wrocławiu, gdzie spotkała Zbigniewa Cybulskiego. Była nim zachwycona i tak trudno było im się rozstać, że aktor wyskakiwał w ostatniej chwili z pociągu, którym Marlena wracała do Warszawy. Pozostali w kontakcie, wymienili kilka listów, z czasem Marlenie zatarł się w pamięci. Jednak po latach w swojej „Autobiografii” napisze o nim, że nie znała drugiego takiego aktora, który potrafiłby grać bez użycia oczu i że tak wielki artysta nie zostanie zapomniany. Pisała w ogóle dużo, notatki prowadziła przez całe życie. W ostatnich latach w ogóle nie wychodziła z paryskiego apartamentu, nie pokazywała się ludziom. Schorowana, z trudnością poruszała się po własnym pokoju i nie miała, z czego płacić czynszu i rachunków za telefon.
Pasjonująca lektura o legendzie ekranu, która pozostała nią do końca.
MAT


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.