"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Wtorek, 22 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tomasz, Maurycy
 
Sierota świata
Na początku roku 2005, u schyłku swoich rządów, gdy znany był już wynik wyborów, w ogromnym pośpiechu SLD rozpoczęło prywatyzację Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) - państwowej firmy odpowiedzialnej w dużym stopniu za bezpieczeństwo energetyczne Polski. Zakręcenie wówczas przez Rosję kurka z gazem dość szybko pokazało, że są sfery gospodarki, które muszą być pod specjalnym nadzorem państwa, i utracenie kontroli nad PGNiG-e z jednej strony jest błędem biznesowym, z drugiej zaś - i to zasadniczej - zagraża żywotnym interesom państwa.

Obecnie rządząca koalicja można by rzecz nie jest lepsza. Chce za wszelką cenę sprywatyzować grupy energetyczne. Abstrahując od destabilizacji na giełdach, to warto wspomnieć - o czym pewnie nie wszyscy wiedzą - że właścicielem 19% (z 23,5 wyemitowanych) akcji pierwszej z nich - Enei - został Vattenfall - szwedzka grupa energetyczna, w 100% państwowa grupa energetyczna!

Inne koncerny zainteresowane tymi akcjami są równie ciekawe: RWE AG (właściciel warszawskiego Stoenu) - kontrolowany jest przez niemiecki samorząd i CEZ - własność Ministerstwa Finansów Republiki... Czeskiej!

Parafrazując znane określenie Telekomunikacji Polskiej SA jako francuskiego narodowego operatora telekomunikacyjnego, można będzie już niedługo nazwać Eneę, czy PGE szwedzkim (niemieckim, czeskim) narodowym koncernem energetycznym.

- Mam wątpliwości, czy prywatyzować koleje. Przykład Anglii, gdzie ten eksperyment nie powiódł się, każe się zastanowić, czy nie powinniśmy pozostawić PKP w rękach państwa - to są słowa Andrzeja Malinowskiego, prezydenta Konfederacji Pracodawców Polskich.

I drugi cytat: - Prywatyzacja „PKP CARGO”, to nie jest droga do łatania dziury budżetowej - tak w maju 2004 r. mówił prezes BCC Marek Goliszewski.

Przywołuję te wypowiedzi, aby pokazać, że ci, którym na pewno nie można zarzucić poglądu utrzymania przez państwo kontroli nad polską gospodarką, zauważają pewną wyjątkowość kolei, i że należy do jej prywatyzacji podejść bardzo rozważnie, a może nawet uznać jej bezwzględną państwowość.

Przypomnę tylko - 2009: „PKP Intercity” na giełdę (doradca prywatyzacyjny sugeruję sprzedaż 100% akcji), 2010: „PKP CARGO” na giełdę, w latach następnych: „PKP Energetyka”, „Telekomunikacja Kolejowa”, itd. Niedawno słyszałem - prywatyzacja ma być uzdrowieniem kolejowych spółek, impulsem nowoczesności...

I wszystko to są zapowiedzi przedstawicieli rządu, którego premier w czasie kampanii wyborczej chwalił się znajomością cen ziemniaków, pieczywa, jabłek, masła... Dzisiaj już się nie da dłużej ukrywać, że to neoliberalizm czystej wody.

Prywatyzacja, to słowo, które w szeregu środowiskach budzi grozę. Jego pejoratywne konotacje odczuwane są od 1989 roku niemal codziennie. Dlaczego tak się dzieje? Jest to niestety konsekwencja zmian kapitałowych, które częściej niż rzadziej nosiły ze sobą bardzo negatywne skutki, przede wszystkim dla pracowników firm poddawanych tym zmianom. Takie określenie brzmi pewnie dość eufemistycznie, bo przecież można ten proces nazwać bardziej dosadnie, ale przecież chodzi o problem, a nie o sposób jego nakreślenia.

Wpisywanie co roku do budżetu państwa wpływów z prywatyzacji jest trochę tak, jak z samospełniającą się przepowiednią - co krok podnoszenie w mediach przez rządzących, że przychody do budżetu z tego tytułu nie są wystarczające i niezgodne z założeniami zapisanymi w ustawie budżetowej, wzbudzają sprzeciw społeczeństwa, bo oto rodzi się podejrzenie, że wyprzedaje się majątek narodowy po łebkach, za bezcen...

To przekonanie narasta, gdy zbliża się koniec roku i trzeba wykonać „plan sprzedaży”, bo inaczej budżet się nie zamknie i wszyscy będą mieli kłopoty, państwo będzie miało kłopoty, no i... premii nie będzie...

Wracając do PKP... Kryzys światowy nie jest już abstrakcją, choć jeszcze niedawno słyszeliśmy, że jesteśmy cudowną, niezatapialną wyspą, której huragan z Wall Street nie dotknie. Czy tak naprawdę jest, najlepiej wiedzą „PKP CARGO”, czy PKP LHS. Przewozy spadają, przychodów nie ma. A co się z tym dalej wiąże, pewnie można się łatwo domyśleć.

Mówiąc krótko - to nie jest czas na prywatyzację, tym bardziej spółek o takim znaczeniu. Przecież energetyka, czy transport kolejowy, to krwiobieg państwa. Wiedzą o tym Szwedzi, Czesi, Niemcy (niedawno wstrzymali się z debiutem na giełdzie DB AG)... Tylko nie my.

Henryk Sienkiewicz pisał: „Polak - sierota świata”.

Mirosław Lisowski




  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.