"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 21 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Hipolit, Mateusz, Daria
 
Zardzewiały moloch



Każdorazowo, kiedy media, czy ktokolwiek chce przyłożyć kolei, posługuje się zawsze jednym argumentem - wielkością strat, jakie to nasza kolej do dziś skumulowała. Suma rzeczywiście jest duża, i robi wrażenia na przeciętnym i niezorientowanym kliencie największego krajowego przewoźnika. Trudno się temu dziwić. Kwota 8,6 miliarda złotych, to spora suma pieniędzy.


Jednak nikt, lub prawie nikt, nie usiłuje dociec: skąd ona się wzięła, bo paradoksalnie rzecz biorąc, sprawa nie jest tak prosta, jak to niektórzy prominentni rządowi i kolejowi urzędnicy, a za nimi media, powtarzają. Bo to nie jest przecież prawdą, że generalnie kolej pracuje źle. Nie wszystkie też spółki i zakłady pracują jedynie na straty. Jest wiele takich, które pracują dobrze i sprawnie są zarządzane. Wielu dyrektorów, co wydaje się wręcz nieprawdopodobne, szybko, a nawet bardzo szybko dostosowało się do praw rynku. Szybko zrozumieli, co i jak na tym rynku należy robić, i jak robić, aby nie być z niego wyrugowanym. Wielu z nich, gdyby przenieść na równorzędne stanowiska za granicą, szybko stałoby się liderami w swojej specjalności.


Wszędzie by nimi zostali, tylko nie u nas, bo u nas przejęto zasadę równania do przeciętnej i każde wychylenie się w górę jest pretekstem do rzucania kłód zarówno przez tych z góry, jak i tych stojących obok. Jedni będą robili ze strachu, że taki nieprzeciętny dyrektor zagrozi im, a drudzy, że i od nich zacznie się wymagać trochę więcej.


Ostatnio miałem okazję rozmawiać z wieloma ludźmi pełniącymi dyrektorskie funkcje. Te rozmowy utwierdziły mnie w przekonaniu, że wielkość strat w firmie nie do końca jest prawdziwa ani wiarygodna. Oczywiście, dziś najwięcej się mówi o stratach, jakie generuje spółka "Przewozy Regionalne", bo od października ubiegłego roku nagromadziło się ich już około jednego miliarda złotych. Ale jak mogłoby być inaczej, skoro refundacja za ulgi przejazdowe realizowane przez spółkę dla różnych grup zawodowych i społecznych, wynosi ledwie piętnaście procent, powtarzam niecałe 15 procent!


Na domiar złego już na samym starcie obecnej ekipy rządzącej obcięto 200 z przewidzianych 500 milionów dotacji budżetowych do ruchu regionalnego, zaś w nowym budżecie przewidziane są dalsze cięcia w dotacjach przeznaczonych na ruch regionalny.


Przypomnę też i to, że Sejm, kiedy przywrócił ulgi dla różnych grup, ani słowem nie zająknął się o tym, że ich przywrócenie będzie kosztowało kolej niebagatelną kwotę 250 milionów złotych. Ani posłowie Liberadzki, ani Piechociński, ani wielu innych, nie upomniało się o tę sumę dla kolei, bo przecież to nikt inny, tylko kolej z tego co ma musi pokryć te przywrócone ulgi.


Nikt w Sejmie nie powiedział o tym, że współpraca samorządów wojewódzkich, oprócz niewielu, w tym Samorządu województwa Mazowieckiego, jest praktycznie żadna, a np. Dolnośląski już zapowiedział, że raczej współpracować z koleją nie będzie oraz, że przewozami regionalnymi zajmie się nowopowstała spółka, która dopiero zostanie wyłoniona. Pewnie tylko po to, aby stworzyć nowe stanowiska dla wszystkich krewnych i znajomych królika.


Powiedzmy też sobie szczerze, że ani w Sejmie, ani w ministerstwie kolej nie ma wsparcia. To nie może być tak, że minister zajmuje się wszystkim, tylko nie sprawami kolei, a okazjonalne gadanie, że za pieniądze UE wybuduje się szybko między Warszawą a Białymstokiem linię szybkiego ruchu, po której będą kursowały pociągi z szybkością 200 do 250 kilometrów na godzinę, należy włożyć między bajki przeznaczone dla wyborców UP.


Póki co minister forsuje winietki i opłaty za coś, czego jeszcze nie ma i pewnie nie będzie, ale ani słowem się nie zająknie o konieczności wprowadzania przewozów intermodalnych, choć w Świdnicy Amerykanie produkują wagony dla takich przewozów, które na pniu kupują np. Niemcy.


Przecież wprowadzenie tego typu przewozów, odciążyłoby zdecydowanie nasze drogi, ograniczałoby zanieczyszczanie środowiska i zmniejszyłaby się znacząco ilość wypadków z udziałem TIR-w. Korzyści były oczywiste i niepodważalne dla wszystkich, również dla kolei.


Osobiście ministrowi to nawet się nie dziwię, skoro kiedyś przyznał się do tego, że ze znanych mu systemów, ten miniony nie był taki znowu najgorszy...


No pewnie, można było obiecywać gruszki na wierzbie i śliwki na sośnie bez żadnych konsekwencji i odpowiedzialności za słowo.


Wracając zaś do strat, jakie rzekomo kolej do dziś nagromadziła. Nikt, kto je przytacza, nie mówi o tym, że np. koksownie, huty, kopalnie winne są kolei miliardy złotych za usługi przewozowe, że parę lat temu przeprowadzono restrukturyzację podobnych długów kosztem kolei, ale z korzyścią dla kopalń, hut i koksowni, że teraz, kiedy znowu nagromadziła się ich pokaźna ilość, nikt nie chce podjąć decyzji o sprzedaniu przez kolej tych wierzytelności. Znam ludzi na kierowniczych stanowiskach, którzy mają dobre pomysły na uregulowanie tych wierzytelności, ale tego głośno nie powiedzą, bo mają świadomość, że szybko zostaliby uziemieni.


Jak już wspomniałem wielu, bardzo wielu szybko się dostosowało do praw rynku, i wielu z nich oczekiwało, że w momencie powołania spółek prawa handlowego rozwiąże się im ręce w podejmowaniu słusznych, z ich punktu widzenia, decyzji, że otrzymają więcej samodzielności, wynikających z przywołanego wyżej prawa. Nic z tego jednak nie wyszło, bo wciąż muszą się miotać między dobrze rozumianym interesem swego zakładu i ograniczonymi kompetencjami. Nie mając wpływu na finanse kierowanych przez siebie podmiotów, nie mogą nic, albo prawie nic, chyba, że tym, co robią po prostu nie chwalą się na zewnątrz, by nie ściągnąć na siebie gromów za dobrze rozumianą gospodarność. Bez możliwości wpływania na finanse swoich podmiotów nie można nimi kierować w sposób efektywny, bo o finansach decyduje grupa kapitałowa, którą ktoś kiedyś nazwał holdingiem, choć w polskim prawie nie funkcjonuje taki termin.


Bardzo często słyszy się też dość dziwne określenie, że aby poprawić kondycję tego, czy innego podmiotu trzeba ciąć koszty. Jest to określenie znamionujące ludzi, którzy mają marne pojęcie na temat kosztów.


Skoro ktoś je chce ciąć, znaczy to, że zakłada pętlę i sobie, i podmiotowi, którym usiłuje nieudolnie kierować. Koszty należy racjonalizować, a nie ciąć i nie ograniczać ich do końca. W przeciwnym razie... przychodzi taki moment, gdy "zwijająca" się firma nie ma już sił ani środków na powrót do życia, i to jest jej faktyczna śmierć...


Ze zgrozą trzeba jednak stwierdzić, że taki model gospodarowania i zarządzania preferowany jest w firmie. Jedną z przyczyn śmiertelnej choroby, jaka zżera PKP jest fatalna koncepcja zarządzania firmą i położenie nacisku na koszty. Nikt natomiast nie mówi o tym, co dla firmy powinno być najważniejsze, o tym co ją utrzymuje na rynku, o przychodach. O tym pamiętają i o tym wiedzą niektórzy dyrektorzy zakładów, ale oni milczą, bo zostaliby szybko "wyautowani", choć wiedzą o wiele więcej od niejednego eksperta. Oni wiedzą, co należy zrobić, bo znają źródła kryzysu firmy. Inicjatywa jest wciąż źle widziana w firmie, mierność zaś jest cnotą.


Pamiętam, jak na jednym ze spotkań w Sejmowej Komisje Infrastruktury szef jednej ze spółek mówił o zamiarach wyjścia jej do klienta, o projektach promocji usług spółki, i były to propozycje sensowne, ale po wysłuchaniu ich przewodniczący Podkomisja Transportu poseł Liberadzki wyśmiał je twierdząc, że są to fantazje i mrzonki. Choć, jak już wspomniałem, miały one sens.


Prominentny polityk utrącił je u podstaw, ale nic nie zrobił, aby ministerstwo nie spieszyło się tak bardzo z wydawaniem koncesji przewozowych, nie namawiał, aby z tym poczekać aż spółka nieco się podreperuje, ale jednocześnie grzmiał o złej kondycji finansowej firmy.


Przykładów apatii ludzi zarządzających firmą, dla których ...każda decyzja przynosząca dochody, ale podnosząca koszty jest zagrożeniem, mamy wokół siebie mnóstwo.


Nikt nie chce podjąć decyzji o likwidacji tzw. rynków, utrudniających dostęp klienta do usług kolei. Nikt nie chce podjąć decyzji i likwidacji spółek spedycyjnych ze stuprocentowym udziałem PKP, choć one pasożytują na ciele firmy.


Sprawy, które poruszyłem wyżej, to tylko wierzchołek góry lodowej, co nie znaczy, że należy o tych sprawach milczeć. Uważam, że trzeba mówić o tym często, bo kolej to dziś zardzewiały moloch, to degradacja infrastruktury, to brudne i zniszczone wagony we wszystkich pociągach.


Bolesław Cienki





  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.