"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Środa, 23 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tekla, Bogusław
 
"Planuje się zamknięcie 40 procent linii kolejowych na Warmii i Mazurach"



Z Ireneuszem Merchlem, dyrektorem Zakładu Linii Kolejowych w Olsztynie, rozmawia Jacek Maciejewski



Nasze koleje, mimo przeprowadzanych reform, w dalszym ciągu przeżywają głęboki kryzys. Jak to wygląda w waszym regionie?


Żeby mówić o kolei w regionie, najpierw trzeba coś powiedzieć o samym regionie. W naszym przypadku jest to szczególnie istotne. Trzeba mianowicie pamiętać, że województwo warmińsko-mazurskie jest obszarem o zdecydowanie największym w skali kraju poziomie bezrobocia. Aż 30 procent ludzi nie ma u nas pracy! To oczywiście ma swoje odbicie jeśli chodzi o kolej. Na przykład w stopniu zatrważającym spadają przewozy pasażerskie. Przede wszystkim dlatego, że coraz mniej osób dojeżdża do pracy. Bo przecież wiadomo, że masowy przewóz podróżnych dotyczy głównie tej kategorii pasażerów. Natomiast jeśli coraz mniej ludzi korzysta z usług kolei, to siłą rzeczy zawieszane jest kursowanie kolejnych pociągów. Ci, którzy pracę jeszcze mają i chcieliby dojeżdżać do niej koleją, mają bardzo utrudnione życie. Często jest to garstka osób, której praktycznie nie pozostaje nic poza protestowaniem. Protesty na niewiele się jednak zdają. No bo niby kto miałby dopłacać do nierentownych linii? Tak więc z punktu widzenia przewoźnika, jakim jest lokalny zakład przewozów regionalnych, logiczne jest, że odwoływane są pociągi tam, gdzie się to nie opłaca. Z drugiej strony ja tych ludzi doskonale rozumiem. Przecież w wyniku utrudnionego, a w wielu przypadkach wręcz niemożliwego dojazdu, również i oni tracą pracę! Nieraz całe życie dojeżdżali tymi samymi pociągami, a teraz się okazuje, że jest to niemożliwe. Przesiadają się na autobusy, te jednak nie zawsze pasują. Tworzy się więc swego rodzaju kwadratura koła.


Wszyscy wiemy, że istnieje podział sieci na linie nazwijmy to kolorowe, o preferowanym ruchu pasażerskim i towarowym oraz o ograniczonym dostępie, a z drugiej strony na linie czarne, czyli te, które przewidziane są do zawieszenia. Jeśli teraz spojrzymy na mapę, to zobaczymy, że prawie cała część wschodnia naszego województwa pokryta jest liniami czarnymi. Już w tej chwili spośród wszystkich ZLK w Polsce, mamy największą ilość nieczynnych linii!


A zawieszenie linii w obecnej sytuacji to bardzo często prosta droga do ich likwidacji...


Formalnie można je oczywiście ponownie uruchomić, jednak jest to mało realne. Jako kolejarze, doskonale sobie zdajemy sprawę z tego, że jeśli się zamknie linię kolejową, zawiesi przewozy, to już tego się nie odbuduje. Następuje wówczas tak szybka degradacja, że wątpliwe jest, czy ktoś podjąłby się później przeprowadzenia remontu kapitalnego takiej linii. Przecież nieużywane tory bardzo szybko zarastają. Zresztą dzieła zniszczenia dokonuje nie tylko natura. Ludzie robią to równie skutecznie - rozkradają, co się tylko da. Zbieracze złomu i im podobni z tego żyją. Przy tak biednym społeczeństwie zjawisko to zatacza coraz szersze kręgi. Mamy konkretne tego przykłady. Niektóre z pozamykanych stacji zostały niemalże całkowicie ogołocone. Weźmy chociażby słynny już na naszym terenie Wielbark, uważany za kolebkę lokalnego złodziejstwa. Tamtejsza nastawnia została zdewastowana. Żeby to teraz odbudować, trzeba by ponieść znaczne nakłady finansowe.


Poza tym, jeśli jakaś linia jest przez kilka lat zawieszona, to jej oficjalna likwidacja jest tylko kwestią czasu. Czego przykładem może być linia Kętrzyn - Węgorzewo, w tej chwili o zawieszonych przewozach. Jeśli nic się nie będzie działo, to jeszcze rok, dwa i tej linii po prostu nie będzie. Podobnie jest z linią Czerwonka - Lidzbark Warmiński, tam również przewozy się już w ogóle nie odbywają.


Szansą na uratowanie przynajmniej niektórych linii, byłoby przekazanie ich w ręce samorządów. Niestety zainteresowanie współpracą z koleją jest niewielkie. Tym bardziej cieszy każda inicjatywa w tym względzie. Samorząd Bartoszyc wystąpił na przykład z propozycją przejęcia odcinka linii Bartoszyce - Głomno, tj. do granicy z Rosją. Na tym konkretnym przejściu granicznym ruch kolejowy praktycznie się nie odbywa. Samorząd jednak twierdzi, że przejęcie linii pozwoli na znaczne zwiększenie współpracy przygranicznej, ponieważ zainteresowanie nią wykazują władze miejscowości przygranicznych po stronie rosyjskiej. Aktualnie w tej sprawie uzgadniane są procedury w PLK, które podejmą ostateczne decyzje.


W czerwcu br. z podobnymi wnioskami wystąpiły samorządy Kętrzyna i Węgorzewa. Chcą przejąć linię Kętrzyn - Węgorzewo. Samorządy z rejonu Elbląga i Braniewa zainteresowane są linią Elbląg - Braniewo. Jest to bardzo malownicza trasa biegnąca wzdłuż Zalewu Wiślanego, przez niezwykle ciekawy pod względem turystycznym Frombork. Również i ona została wpisana w poczet linii przewidzianych do zamknięcia. I tu chciałem zwrócić uwagę na bardzo pozytywne działania władz samorządowych, które ograniczyły wydawanie koncesji dla przewoźników autobusowych działających na tamtym terenie. Proszę sobie wyobrazić, że w wyniku tych decyzji znacznie wzrosły przewozy kolejowe. Niestety przewozy te są tylko sezonowe i poza okresem letnim są nadal nierentowne. Może nowe pomysły władz lokalnych (na przykład włączenie linii kolejowej w ruch miejski w Elblągu) pozwolą na jej większe wykorzystanie?


Inna nieco sytuacja jest na linii Olsztyn - Szczytno, również skazanej na "wymarcie". Co prawda stan drogi kolejowej wymaga poniesienia znacznych nakładów, ale tory funkcjonują i pociągi tamtędy jeżdżą. Gdyby ją wyremontować, obłożenie mogłoby być znacznie większe niż dziś (pomogłoby w tym chociażby połączenie z lotniskiem w Szymanach). Ciekawostką jest fakt, że linią tą interesuje się wiele podmiotów gospodarczych. Jednak ustawa mówi wyraźnie, że linie kolejowe można przekazywać jedynie samorządom. Nie wolno ich natomiast sprzedawać prywatnym podmiotom.


Czyli prędzej linia ta będzie zamknięta, niż sprzedana? Nie ma jakiejś możliwości obejścia tego przepisu?


Rzeczywiście, może tak być, że prędzej będzie zamknięta i ulegnie dewastacji. Jedynie samorząd po przejęciu tego gruntu od nas mógłby nim dalej dysponować, na przykład sprzedając go w prywatne ręce. My czegoś takiego nie możemy zrobić. W sumie planuje się zamknięcie 40 procent wszystkich linii kolejowych na Warmii i Mazurach. Fakt, że samorządy nie kwapią się do ich przejmowania nie może cieszyć, chociaż po części rozumiem ich obawy przed podejmowaniem takich decyzji. W końcu samorząd przejmując linię kolejową bierze na siebie cały ciężar związany z jej utrzymaniem i eksploatacją. Infrastruktura kolejowa jak wiadomo jest bardzo droga, wobec tego samorządy obawiają się podejmowania takiego ryzyka. Mieliśmy zresztą przykłady, gdy to ryzyko okazywało się zbyt duże. W roku 1997 samorząd przejął kilkunastokilometrowy odcinek z Sępopola do Reszla. W ciągu pół roku po przejęciu linię zlikwidowano. Jak więc widać przejęcie linii kolejowej nie jest wcale taką prostą sprawą, nie wystarczą tu tylko dobre chęci.


Serdecznie dziękuję za rozmowę.˙





  Komentarze 2
~Hehe2015-06-23 17:28:21
Ja tez nie! Ale mi dyrektor, takie merytoryczne farmazony!
~ja2013-08-26 22:32:03
Co to za linia z Sępopola do Reszla, bo o takiej nie słyszałem.
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.