"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Sobota, 26 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Justyna, Łucja, Cyprian
 
Czy znajdzie się ktoś, kto może i zechce im pomoc?


Kiedy podejmowano bezrefleksyjną decyzję o poszatkowaniu kolei na spółki i spółeczki, zapewne nikt nie przypuszczał, że tym samym na niektóre z nich został podpisany wyrok śmierci.

Sam fakt poszatkowania kolei mętnie tłumaczono wymogami Unii Europejskiej, choć była to oczywista nieprawda, bo UE wymagała tylko rozdzielenia kosztów i co najwyżej utworzenia czterech podstawowych spółek i nic poza tym. Gdyby takie były wymogi Unii podobnie poszatkowano by koleje w starych krajach Unii, a tam tego nie zrobiono, bo nie było takiej potrzeby. Dopiero później się okazało, że nasi pożal się Boże reformatorzy, mieli mierne pojęcie o tym, czego od nas oczekuje UE i jakie są jej wymogi.

Reformatorzy w swoich zapędach zamiast usprawniać działanie firmy, zajęli się najpierw wyprowadzeniem z niej - działając na jej szkodę - kolejowej służby zdrowia ze struktur PKP, choć MON i MSWiA tego nie zrobiły, co jedynie świadczy o tym, że tam rządzili mądrzejsi. W wyniku tego wyprowadzenia firma straciła olbrzymi majątek w postaci nieruchomości i wyposażenia, na które składali się również wszyscy kolejarze.

Obiecano oddłużyć tę służbę po wejściu w życie ustawy o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstwa PKP, ale na obietnicach się skończyło. Na domiar złego ci, którzy przyłożyli do tego rękę, cieszą się dobrym samopoczuciem, a nawet po ostatnich wyborach mieli chrapkę na kolejne wysokie stanowiska.

Zreformowana kolej, przy bierności państwa i parlamentu, zaczęła się powoli zwijać, choć zapisy ustawy z września 2000 roku przewidywały odpowiednie pieniądze na rzecz kolei, które miały być płacone z budżetu państwa, ale jedną ustawę zastąpiono drugą i z pieniędzy też wyszły nici.

Zwijanie się kolei najbardziej zaczęły odczuwać małe spółki typu „FERPOL”. Źle zarządzane, przy braku nadzoru właścicielskiego, zaczęły przeżywać coraz większe trudności. Skończyło się to tym, czym w takiej sytuacji musiało się skończyć - postawieniem w stan upadłości. Na nic zdały się negocjacje, protesty, głodówki, a w ich wyniku podpisywanie kolejnych Ustaleń, które podpisywali przedstawiciele Zarządu i związków zawodowych działających w spółce.

Pierwsze z nich zostało podpisane 2 grudnia 2003 roku. Znajduje się w nim zapis o wypłaceniu odpraw dla zwalnianych pracowników, zabezpieczeniu przez pracodawcę miejsc pracy na dotychczasowych warunkach dla zwalnianych pracowników w nowopowstałym podmiocie lub spółkach Grupy PKP, a także utworzonej nowej organizacji zaopatrzenia materiałowo - technicznego w Grupie.

Ponieważ nie wszystkie zapisy z tych Ustaleń zostały zrealizowane, w dniu 20 kwietnia 2004 roku wznowiono protest głodowy, do którego przyłączyła się Federacja ZZK. Już 23 kwietnia zostały podpisane nowe Ustalenia. Według zapisów Zarząd zobowiązał się między innymi do utworzenia około 70 miejsc w nowej komórce ds. zaopatrzenia i sprzedaży, do zorganizowania wykupu zapasów magazynowych po cenach rynkowych, a pieniądze syndyk powinien przeznaczyć na odprawy. Ustalenia podpisał Dyrektor Biura Zarządu PKP SA.

Ustalenia nie zostały zrealizowane, jak zwykle zresztą. Podpisywano wszystko tylko dlatego, aby uspokoić emocje i spacyfikować niepokoje.

Syndyk zaczął wręczać wypowiedzenia, które okazały się być niezgodne z prawem. W tej sytuacji pracownicy „FERPOLu” wnieśli pozew przeciwko syndykowi o wypłacenie wynagrodzenia, odszkodowania, ekwiwalentu za urlop wypoczynkowy, wydanie świadectw pracy. Sąd 14 stycznia 2005 roku uznaje ich roszczenia za zasadne, ale syndyk wypłaca tylko cześć pieniędzy i pracownicy muszą wnosić połowę należnych składek z tytułu ubezpieczenia zdrowotnego, ZUS i UP z własnych kieszeni.

Na skierowane do zarządu pismo z przypomnieniem, że to Zarząd zobowiązał się umożliwić znalezienie pracy w innych spółkach, Zastępca Dyrektora Biura Zarządu odpowiedział: że plan restrukturyzacji PKP na najbliższe lata przewiduje redukcję zatrudnienia we wszystkich spółkach grupy. (...) Z uwagi na planowane zmniejszenie zatrudnienia w PKP SA nie ma również możliwości zatrudnienia Państwa w zakładzie pracy podległym PKP SA.

No i kółko się zamknęło. Ludzie, którym do emerytury pozostało 13, 12, 7 czy nawet 5 lat, skazani zostali na wegetację. Tyle jest wart urzędniczy podpis. Bo przypomnijmy: to przedstawiciele zarządu podpisywali Ustalenia i zobowiązywali się do udzielenia pomocy w znalezieniu zwalnianym z FERPOLu ludziom pracy w zakładach PKP.

Znowu skończyło się na obietnicach i geście Piłata.

Choć szczerze mówiąc byli pracownicy FERPOLu są w dobrej, jeśli w ogóle w ich przypadku można użyć tego słowa, sytuacji, bo otrzymali jakieś pieniądze.

W zdecydowanie gorszej sytuacji znaleźli się pracownicy Zakładu Robót Inżynieryjnych, czyli spółki mostowej. Z braku zleceń, i pewnie też z powodu nie najlepszego zarządzania, ona też w końcu została postawiona w stan upadłości, a Sąd Rejonowy w Warszawie postanowieniem z dnia 6 czerwca 2003 r. ogłosił upadłość zakładu i ustanowił syndyka masy upadłościowej, który szybko zlikwidował cały majątek upadłego zakładu i uzyskał za jego sprzedaż kwotę 4.628.399,51 zł.

Moi rozmówcy twierdzą, że była to kwota o wiele za niska w stosunku do rzeczywistej wartości majątku.

Sąd stwierdził, że zobowiązania upadłego podmiotu wynoszą 17.453.541 zł, przy czym zobowiązania zaliczone przez ustawodawcę do I kategorii wynoszą 9.010.000 zł. i wynikają one z niewypłaconych jednorazowych odpraw pieniężnych przysługujących byłym pracownikom na mocy ustawy o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstwa PKP z września 2000 roku.

Syndyk mimo wyroku z klauzulą natychmiastowej wykonalności, należnych pieniędzy pracownikom nie wypłacił. Zwrócił się natomiast z wnioskiem do następcy prawnego upadłego Zakładu, tj. do PKP SA o przekazanie mu na ten cel niezbędnych środków.

Bezskutecznie, ponieważ zdaniem Zarządu takie żądanie nie ma uzasadnienia prawnego. Zaczyna się kołomyjka.

W międzyczasie Sąd Rejonowy dla m. St. Warszawy Wydział XVII Gospodarczy uznał się niewłaściwym i sprawę przekazał Sądowi Rejonowemu dla Warszawy Pragi, jako właściwemu według wskazanej miejscowości.

Syndyk 21 czerwca 2005 roku wnosi o umorzenie postępowania upadłościowego i Sąd przychyla się do wniosku, na podstawie Art. 218 §1 ust.1 (Rozporządzenie Prezydenta RP z dnia 24.10.1934 r. Prawo upadłościowe) stanowi: „Sąd umorzy postępowanie upadłościowe, gdy okaże się, że majątek pozostały po wyłączeniu z niego podmiotów majątkowych dłużnika obciążonych hipoteką, zastawą,, zastawem rejestrowym lub wpisem do rejestru statków nie wystarcza nawet na pokrycie kosztów postępowania”.

W ocenie sądu pozostały majątek upadłego nie wystarcza na dalsze prowadzenie postępowania upadłościowego i zaspokojenie kosztów postępowania, bo do dyspozycji syndyka pozostało zaledwie 230 tysięcy złotych.

Sąd Rejonowy stwierdził, że brak jest realnych szans, aby majątek masy uległ powiększeniu, zaś jedyną szansą dla syndyka byłoby wygranie procesu z PKP SA. Biorąc zaś pod uwagę realia, jest mało prawdopodobne, aby prawomocne zakończenie procesu nastąpiło w okresie najbliższych 2 - 3 lat. Oczywiście nie ma też pewności na czyją korzyść wypadnie orzeczenie Sądu.

Dziś dla poszkodowanych pozostała tylko nadzieja, że będzie ono korzystne dla syndyka, ale tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Kółko znowu się zamknęło - syndyk pieniędzy nie ma, ludzie nie dostali należnych im odpraw, Zarząd PKP SA broni się przed wypłaceniem syndykowi żądanych przez niego pieniędzy, twierdząc, że gdyby to zrobił, naruszyłby obowiązujące prawo. To samo mówią niezależni prawnicy.

Jednak nikt nie chce przyznać, że łącznie zgromadzone fundusze masy upadłości wyniosły 27.626.094,70 zł, a łączne koszty postępowania upadłościowego zamknęły się kwotą 27.393.924 zł. Inaczej mówiąc, syndyk to, co miał wydał na koszty postępowania upadłościowego, i na zobowiązania I kategorii nie miał już pieniędzy, puszczając byłych pracowników, mimo prawomocnych wyroków nakazujących zaspokojenie ich roszczeń, z niczym.

I w tym miejscu chciałoby się powiedzieć... coś tu k... nie gra.

Właściciel najpierw w ogóle się interesował własnymi spółkami, ich kondycją i sposobem zarządzania. Później, kiedy zostały postawione w stan upadłości, też nie interesował się, czy potrzeby I kategorii zostaną zaspokojone i dlaczego koszty upadłościowe wyniosły niemal tyle samo, co wynosił fundusz masy upadłościowej.

Opisane tu dwie sprawy różnią się od siebie, ale skutek jest podobny. Zarówno pracownikom FERPOLu, jak i spółki mostowej wyrządzono ewidentną krzywdę, wystawiając ich do wiatru. Co do tego nie ma żadnej wątpliwości.

Niestety, zawiodły również związki zawodowe, często zajęte nie obroną interesów swoich członków, ale wielką polityką lub prywatnymi interesami i karierami swoich działaczy. Zawiódł właściciel, który pewnie „nie miał głowy” do tego, aby zajmować się tą, czy inną swoją własnością, (czytaj spółką).

Ludzie, których karmiono obietnicami pracy, czy wypłacenia odszkodowań, mają prawo mieć żal i poczucie krzywdy oraz mieć przekonanie, że zostali oszukani. Dziś chodzą od drzwi do drzwi i szukają, enigmatycznej dla nich, sprawiedliwości.

Czy ją gdzieś znajdą? Oto jest pytanie.

Zygmunt Sobolewski




  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.