"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Środa, 23 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tekla, Bogusław
 
"Nie dajcie się zastraszyć swoim pracodawcom"


Kolejny raz udało mi się porozmawiać z tzw. „zwykłym pracownikiem”. Tym razem moją rozmówczynią jest wieloletnia pracownica PKP PLK z Dolnego Śląska. Ze zrozumiałych względów pełne dane osobowe pozostają wyłącznie do wiadomości redakcji. Dziś już przestałem się dziwić, że nikt nie chce ujawnić publicznie swojego nazwiska. Jednak to, o czym mówi anonimowa dla Czytelników pracownica, godne jest moim zdaniem uwagi i zastanowienia.


Od wielu lat PKP się restrukturyzują. Jak pani ocenia te działania?

Każdy kolejarz - i nie tylko - doskonale wie, po co to zrobiono. Rząd Buzka (AWS-UW), czyli Krzaklewskiego, podzielił PKP na spółki i spółeczki tylko po to, żeby w zarządach i radach nadzorczych tychże spółek posadzić swoich skompromitowanych do reszty partyjnych i związkowych kolesi. Przecież posady w spółkach PKP obsadzane są według klucza partyjno - kolesiowskiego. Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że obecna „reforma” kolei, to czysta fikcja, na której korzystają jedynie ludzie z najwyższych szczebli w PKP i nikt więcej. Przy obsadzaniu stanowisk w PKP nie liczą się kompetencje i doświadczenie zawodowe, ale układy i znajomości. Przykłady można mnożyć, wystarczy popatrzeć tylko na obecne powyborcze roszady. Dziś facet jest dyrektorem ds. ekonomicznych w „PKP Cargo”, a już następnego dnia dostaje stołek wiceprezesa ds. technicznych w PKP PLK, za rok będzie pewnie mieszać w „PKP Energetyce” jako główny energetyk. To oczywiście tylko fikcyjny przykład, ale pokazuje patologie przy obsadzaniu najważniejszych stanowisk w PKP. Kompletnym szczytem głupoty jest dla mnie to, że dziennikarz i plantator bawełny zostaje prezesem ważnej kolejowej spółki przewozowej. To jest po prostu skandal. Na takie stanowiska powinny odbywać się rzetelne, a nie ustawione z góry konkursy. Żałosny stan PKP, to m.in. rządy niekompetentnych ludzi w kolejowych spółkach.

Coraz częściej słyszy się o występowaniu w Spółkach Grupy PKP mobbingu. Spotkała się pani z tym problemem?

Zjawisko mobbingu występuje w PKP, tak jak w każdej firmie. Mobbing to pojęcie stosunkowo nowe i większość pracowników na pewno nie wie, co dokładnie oznacza to pojęcie i nasi przełożeni to wykorzystują. Z mobbingiem walczyć trzeba, ale walka ta w PKP jest bardzo trudna. Powodem jest bezrobocie! Mam swoją teorię tłumaczącą patologie w PKP w kwestii zatrudnienia i zjawisko mobbingu. Otóż władza pozbyła się ludzi młodych! W różny sposób. Albo zostali zwolnieni podczas ostatnich redukcji, albo po skończonych studiach odeszli z PKP sami. Zostali „starzy”, którzy w tym wieku nigdzie pracy nie znajdą i muszą w PKP dociągnąć jakoś do emerytury. Władza PKP to wie i perfidnie wykorzystuje. Taką załogą łatwo manipulować, łatwo zastraszyć, łatwo się wygrażać i szantażować, ponieważ wiedzą, że nikt z nich się nie odezwie w obawie o utratę pracy. Młodzi nie pozwoliliby sobie na takie chamskie traktowanie i poniżanie przez jakiegoś naczelnika sekcji czy dyrektora zakładu. Takiemu mobberowi młody puściłby odpowiednią słowną wiązankę, ostatecznie walnąłby wypowiedzenie i poszukałby sobie normalnej pracy. I jeszcze podałby go do sądu za mobbing. Ale młodych (przed 30-stką) w PKP praktycznie nie ma. Dlatego apeluję do wszystkich kolejarzy: Nie dajcie sobą pomiatać!

W Grupie PKP spółki często ze sobą rywalizują. Szczególnie spółki działające na rynku przewozowym. Czy jest to zawsze rywalizacja uczciwa?

Grupa PKP to m.in. kilka dużych i ważnych spółek. Moim zdaniem należałoby skonsolidować wszystkie spółki w co najwyżej trzy podmioty: infrastruktura (czyli PLK, Energetyka, Telekomunikacja Kolejowa, Informatyka), przewozy towarowe (czyli Cargo i LHS) oraz przewozy pasażerskie (PR, IC, SKM, może też KM). Dopiero w takim układzie zmniejszy się bałagan na kolei. Teraz wszystkie spółki PKP ze sobą rywalizują, co szczególnie widoczne jest w sektorze przewozów pasażerskich. Najlepszym przykładem tego jest faworyzowanie „PKP Intercity” kosztem PKP PR. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że „PKP Intercity” jest monopolistą na liniach kolejowych z Warszawy do Krakowa (CMK), Poznania i Trójmiasta. Na tych najbardziej popularnych trasach kursują wyłącznie pociągi spółki „PKP Intercity”. Tymczasem pociągi „Przewozów Regionalnych” nie są dopuszczane do obsługi w/w tras. W nowym rozkładzie mamy tak dziwaczne relacje pociągów pospiesznych jak Poznań - Płock (dlaczego nie Warszawa?), Lublin - Kutno czy Warszawa - Konin (dlaczego nie Poznań?). Cóż, oczywiste jest, że na odcinku Warszawa - Kutno - Konin oraz Poznań - Płock spółka PKP PR nie może zagrozić interesom monopolisty „PKP Intercity”. Tak więc dopieszczana przez Centralę PKP spółka „PKP Intercity” żeruje na biednym polskim społeczeństwie, któremu nie daje się absolutnie żadnego wyboru. Chcesz jechać pociągiem, to płać! Ale płać tylko w kasie „PKP Intercity”! A dlaczego pasażer ma płacić 80 zł za bilet z Warszawy do Gdańska, skoro mógłby płacić połowę tego za przejazd pociągiem pośpiesznym? Pasażer nie ma żadnego wyboru i to się nazywa monopol.

Jak co roku nowy rozkład jazdy pociągów wzbudza wiele emocji, często złości. Dlaczego?
Ta sprawa szczególnie mnie interesuje, ponieważ niemal od roku prowadzę prywatną wojnę z jednym z ZPR. Chodzi oczywiście o rozkład jazdy, który jest absurdalny i daleko odbiega od oczekiwań i potrzeb pasażerów. „PKP Przewozy Regionalne” działają tak, jakby ci, dla których istnieje, byli natrętami mącącymi spokój ich urzędniczych biur. Jakość usług jest taka, że niewygody i problemy śnią się pasażerom po nocach. Rozkład jazdy układa się tak, żeby nikt z niego nie skorzystał, a jak przypadkiem wymyśli się coś dobrego, to zaraz naprawia się ten „błąd” zwalając winę na samorządy, które „Przewozy Regionalne” doją z publicznych pieniędzy oferując w zamian beznadziejny rozkład jazdy (np. Dolny Śląsk) i nic poza tym. Wszelkie dobre połączenia dawno rozwalono, a to, co zostało, postarano się tak rozkawałkować, aby nawet jazda z przesiadkami była niemożliwa.
W Polsce nie ma autostrad, a drogi są pełne dziur. Auta w stosunku do zarobków mamy najdroższe w Europie, a cena benzyny dochodzi do 5 zł za litr. Mając takie atuty przyszłość kolei w Polsce powinna być usłana różami. Tymczasem „Przewozy Regionalne” znów straszą likwidacją połączeń od 1 kwietnia 2006 r., wychodząc chyba z założenia, że tylko nie kursujące pociągi nie będą przynosiły strat. Pojawia się zatem pytanie, kto przewiezie taką masę narodu, bo przecież nie PKS i prywatne busy. Kolej z założenia służy do przewozów dużych ilości osób, ale skoro wszystkie pociągi są nierentowne, to jest już chyba coś z tym wszystkim nie tak. Pewnie gdyby pasażerowie jechali nawet na dachu, tak jak w Indiach, to pociąg byłby nierentowny, bo taki jest po prostu z założenia. Odnoszę wrażenie, że dla „PKP Przewozy Regionalne” nie ważne jest ile osób jeździ, ale ważna jest dotacja. Jak jej nie ma, to nawet dochodowy pociąg pośpieszny się zlikwiduje lub przekaże spółce „PKP Intercity”.

Opinie pracowników na temat działalności związków zawodowych w PKP są bardzo różne. Jaka jest pani opinia?

Związki zawodowe są w PKP potrzebne, jednak jest ich stanowczo za dużo. Taka mnogość związków skutkuje tym, że kolejarze nie mogą się dogadać w wielu ważnych sprawach (np. strajk generalny). Kolejna sprawa, to działacze związkowi, którzy w większości sprzedali się swoim pracodawcom za ciepłe i wygodne posadki, i obchodzi ich tylko własny interes. Szeregowi członkowie związku potrzebni są im tylko i wyłącznie do płacenia składek, które następnie przepuszczane są na balangach w Karpaczu czy w innym kurorcie. Zupełnie dziwną sytuacją są dla mnie przykłady, gdy jakiś związkowiec nagle zostaje dyrektorem zakładu, czy nawet wiceprezesem spółki kolejowej. Przykłady można mnożyć. Taka destrukcyjna sytuacja w kolejowych związkach zawodowych jest oczywiście na rękę pracodawcom. Dla pracodawcy nie ma nic gorszego niż zgrana ze sobą załoga i dlatego dyrektorzy, czy częściej naczelnicy sekcji, często robią wszystko, żeby skłócić ze sobą taką załogę (donosy, pomijanie kogoś przy podwyżkach, wciskanie na przewodniczącego związku swojego człowieka, itd., itp.). Niestety na poprawę w związkach zawodowych się nie zanosi.

Chciała pani na koniec naszej rozmowy powiedzieć coś od siebie, więc proszę.

Chciałam prosić wszystkich kolejarzy o to, żeby przestali popadać w apatię i zobojętnienie. Nie dajcie się zastraszać swoim pracodawcom, walczcie o swoje prawa, zaglądajcie częściej do Internetu, gdzie na niezależnych portalach kolejowych dowiecie się wiele interesujących rzeczy, udzielajcie się na kolejowych forach dyskusyjnych - to pozwoli wam szerzej spojrzeć na kolej i na problemy trawiące PKP. Pamiętajcie, że stanowimy ponad stutysięczną „armię” ludzi i każdy musi się z nami liczyć. Ale będzie to możliwe tylko wtedy, gdy będziemy razem, bez względu na podziały w Grupie PKP na spółki.

Dziękuję za rozmowę

Notował Aleksander Wiśniewski




  Komentarze 2
~wpisz swój nick2015-11-25 15:03:23
1111 czy ktos mnie wyslucha w sprawie mobingu w pkp plk siedlce
~wpisz swój nick2013-05-22 17:39:25
NA DWORCACH W WARSZAWIE PODLEGAJĄCYCH DO PKP INTERCITY CZĘSTO STOSUJE SIĘ MOBBING ZASTRASZ MOŻNA TO WYWNIOSKOWAĆ PO ZASTRASZONYCH BARDZO PRACOWNIKACH BOJĄ SIĘ COKOLWIEK MÓWIĆ BO STRACĄ PRACE ZAŁAMANA PODRÓŻNA
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.