"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Wtorek, 22 wrzesienia 2020 r.
Imieniny obchodzą: Tomasz, Maurycy
 
Miecz Damoklesa


Początek roku 2006, to czas dość szczególny, bo to z jednej strony nadzieja zawsze towarzysząca o tej porze, że może coś się odmieni, i troski, zmartwienia, niepowodzenia - wszystko co złe - zostało w starym roku, a z drugiej zaś nowy prezydent, który mówi o państwie solidarnym będącym nadzieją dla każdego.

Nie będę dziś rozwodził się nad tym, czy Lech Kaczyński, to rzeczywiście jutrzenka, może nie swobody, bo ją już mamy, ale prawdy i sprawiedliwości. Raczej skupię się nad tym, co dotyczy kolei, a Kaczyński, jako głowa państwa, winien swoim podpisem zakończyć proces tworzenia czegoś nowego także dla polskiego narodowego przewoźnika.

Kiedy poprzedni rząd SLD złożył w Sejmie projekty trzech ustaw dotyczących kolei, wielu było przekonanych, że należało tego dokonać wiele lat wcześniej, i skoro zrobione to zostało tak, jakby na odchodnym, to i znaczenie dla rządu Belki i całej jego formacji dla tego problemu też jest i takie. Trudno było przewidzieć, jak do tego zagadnienia podejdzie nowa ekipa, nowy Sejm, czy będzie pracować nad tymi projektami, czy też z założenia uzna, że to, co przygotowali poprzednicy, należy odłożyć ad acta.

Na szczęście uznano, że polskie koleje zasługują (wreszcie!) choć na chwilę refleksji - choć dziś już wiemy, że nie wszyscy tak uważali - i możemy w tej chwili powiedzieć, że jest także i nadzieja dla PKP.

Zapyta ktoś, czy nie jest ona płonna? Konia z rzędem temu, kto z pełną odpowiedzialnością odpowie, że nie jest. Ale jeśli prześledzi się proces pracy nad tymi ustawami, stanowiska wyrażane przez różne ugrupowania polityczne, od prawa do lewa, skoro w czasie dyskusji nad nimi, a przede wszystkim w czasie głosowania, nikt nie był za ich odrzuceniem - to naprawdę wydaje się, że coś się jednak zmienia, i to na lepsze.

Nie byłoby tego przeświadczenia, gdyby nie postawa naszych parlamentarzystów, naszych, to znaczy kolejarzy. Nie do przecenienia jest postawa posła Krzysztofa Tchórzewskiego, który jak wiemy niemalże w osamotnieniu toczył boje z lobby drogowym, aby odpowiednie środki trafiły na kolej, na odbudowę i rozwój infrastruktury. To dzięki jego staraniom - a później w Senacie Stanisława Koguta - przeciwnicy zdecydowanego wsparcia kolei przez państwo byli w zdecydowanej mniejszości.

I stało się tak pomimo, że - jak czytamy w liście skierowanym 28 listopada 2005 r. do ministra transportu i budownictwa (czas świąt, to też i czas większego miłosierdzia, dlatego nie przywołam autorów): „...podejmowane są nieskoordynowane działania reformatorskie, które zamiast rozwiązywać najważniejsze problemy transportu kolejowego, stanowią grupę nieefektywnych akcji zastępczych sankcjonujących dalszy upadek transportu kolejowego. Przykładem takich działań są próby tworzenia Funduszu Kolejowego albo grupy podatkowej PKP. Obydwie propozycje są nierealne w swych założeniach...”.

Powstrzymam się od komentarza, bo jeśli chodzi o Fundusz, to jest on realny, i to bardzo: „Fundusz gromadzi środki finansowe na przygotowanie oraz realizację budowy i przebudowy linii kolejowych, remonty i utrzymanie linii kolejowych, likwidację zbędnych linii kolejowych... Środki Funduszu przeznacza się na pokrycie utraconych w latach 2002 - 2003 przez przewoźników kolejowych przychodów z tytułu obowiązujących ustawowych ulg taryfowych... Środki Funduszu przeznacza się na spłaty kredytów i pożyczek wraz z odsetkami...”.

I to jest fakt, z 16 grudnia 2005 r.

Jeśli chodzi o drugi przykład, to nie sposób nawet polemizować z takim postawieniem sprawy, gdyż warto by poznać uzasadnienie twierdzenia, że stworzenie jednej grupy podatkowej PKP zaliczyć należy do „nieefektywnych akcji zastępczych sankcjonujących dalszy upadek transportu kolejowego”. Przecież dzięki tej „akcji” znalazłyby się dodatkowe - i to niemałe, wystarczy spojrzeć na wielkość podatku dochodowego odprowadzanego przez „PKP Cargo”, czy „PKP Energetyka” do urzędu skarbowego - środki na inwestycje i rozwój.

Inną kwestią jest realizacja tego zamiaru, ale skoro minister Polaczek w Częstochowie, w czasie pielgrzymki kolejarzy, publicznie oświadczył, że jedna grupa podatkowa, to jest jedno z pierwszych działań jakie podejmie na rzecz PKP - trzeba mieć nadzieję, że to się stanie wcześniej niż później.

Pozostaje jeno pytanie, czy tego typu „pisma” pomogą, czy też raczej zaszkodzą tym próbom? To pozostawiam do oceny Czytelników, a szczególnie jego autorom, bo co do opinii adresata, to fakt, iż ustawy mimo wszystko znalazły akceptację parlamentu, najlepiej służą za komentarz.

Warto jeszcze na chwilę zatrzymać się przy jednej, niezmiernie ważkiej, a może najbardziej istotnej - a przede wszystkim nie rozstrzygniętej - kwestii przewozów regionalnych, ich finansowania i organizacji. W czasie kampanii wyborczej zarówno przedstawiciele PiS, jak i potencjalni koalicjanci z PO, postulowali, aby to budżet państwa na powrót dotował te przewozy i by sławetne 800 mln poprzez samorząd, jako ten, który zamawia i płaci, trafiało do wybranego w drodze przetargu przewoźnika. Wieloletnie umowy - nawet 10-letnie, jak w Niemczech - miały gwarantować stabilizację i perspektywę rozwoju przewoźnika (oby) narodowego.

Zmiany dokonane w ustawie o transporcie kolejowym na razie rozstrzygają sprawę umów. Co najmniej 3-letni okres ich obowiązywania jest krokiem w dobrym kierunku. Nadal jednak brak zasadniczego rozstrzygnięcia - odpowiedzialności państwa poprzez zapis budżetowy. Nie ulega wątpliwości, że bardzo szybko z tym problemem trzeba się będzie zmierzyć, bo przysłowiowa już literka „g” (czyli pociągi, które zostaną odwołane z dniem 1 kwietnia 2006 r.) wisi na rozkładach jazdy niczym miecz Damoklesa. I chyba nie warto sprawdzać jak jest ostry.

Mirosław Lisowski




  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.